czwartek, 11 sierpnia 2016

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Epilog ver. II (happy)

Kochani!

Tak bardzo mi przykro z powodu opóźnienia... Jednak naprawdę była to sytuacja, na którą nie miałam wpływu. Dziękuje wszystkim za słowa wsparcia i życzenia powrotu do zdrowia - dzięki Wam czuje się już lepiej i mam nadzieję, że teraz przez długi czas nic mnie nie zaatakuje.
Wiadomo, że jest to ostatni post tej historii. Mam nadzieję, że osoby, które na niego czekały będą zadowolone z zakończenia. Wyszło prosto, mam nadzieję, że nieprzesadnie słodko i tak... po prostu, po mojemu.
Jak zapewne wiecie będzie jeszcze jeden rozdział "Dwóch Światów" i obiecana Wam miniaturka, ale to już na blogu: Opowiadania Venetii Noks, mam nadzieję, że rozdział pojawi się zaraz po Nowym Roku, a miniaturka niedługo później, na pewno Was o tym poinformuję. Co do wersji PDF Rubinu i Stali, to na pewno powstanie, jak tylko beta poprawi całość. Będzie ona do pobrania przez portal chomikuj.pl, o czym również Was poinformuję (w postach na nowym i starym blogu), jak tylko będzie dostępna.
Dziękuje wszystkim, którzy udali się ze mną w tę ostatnią dłuższą podróż po świecie Dramione. Jesteście najlepszymi czytelnikami, jakich można sobie wymarzyć i jestem naprawdę dumna, że miała przyjemność przejść w Waszym towarzystwie przez aż trzy moje historie.
Przy okazji zapraszam Was na bloga: Opowieści Chelsea - autorce bardzo zależy na zwiększeniu liczby czytelników.
Ostatni rozdział tej historii w całości dedykuję Kindze M. - mojej nieocenionej, ekspresowej becie, która wytrzymała ze mną przez tyle miesięcy. Jesteś wspaniała Kinia - wielkie podziękowania :)
W razie pytań czy jakiś spraw do mnie zapraszam do kontaktu: venetiia.noks@gmail.com
Jeszcze raz dziękuje Wszystkim i Serdecznie Was Pozdrawiam!

Wasza V.

⁂⁂⁂

Brzydkie piegi zdobi nos, rudy ma na głowie włos, głupi, biedny i pokraka... Powiedź mi Hermiono, dlaczego więc wolisz takiego buraka? Bydlaka? Tępaka?


– Chyba już całkiem mi odbija – zabełkotał, jednym ruchem przekreślając ten żałosny tekst. – Jedyna ruda rzecz, jaką znoszę, to whisky – marudził, dolewając sobie obficie "rudego" trunku do szklaneczki. – Wiedział, że topienie swoich smutków w alkoholu nie ma sensu, ale nie potrafił inaczej przelać na papier tego, co chciał jej przekazać. Musiał napisać ten list i oddać go Theo, który miał się zjawić za kilka godzin. Spojrzał na maleńką fiolkę, w której zamknięty był eliksir zapomnienia. Magiczna mikstura świetnie podziałała na jego ojca. Diagnoza mugolskich lekarzy mogła być tylko jedna – amnezja. Wielki sukces, skoro naprawdę udało mu się unicestwić parszywe plany ojca, bez konieczności zrobienia mu prawdziwej krzywdy. Tak bardzo się cieszył. Powoli zacierał wszystkie ślady po bałaganie, jaki Lucjusz spowodował. Był szczęśliwy i pewny tego, że wkrótce zamknie w ramionach ukochaną kobietę, a później wszystko będzie już tylko sielanką...
I wtedy na scenę znów wkroczył Weasley. Od pierwszej chwili, gdy się poznali, ten obmierzły zasmarkaniec psuł wszystkie jego plany i obrzydzał mu swoją osobą wiele wspaniałych chwil. Nigdy nie potrafił zrozumieć, dlaczego Potter wybrał akurat takiego pacana na swojego przyjaciela. Może dlatego, że na jego tle zawsze wypadał lepiej? Ale ona... Jak mogła? Bolesny pocisk w sam środek jego ego. Wolała Wesleya... cóż. Musiał się z tym pogodzić. Za kilkanaście godzin zamiast whisky, wpije inny rudy trunek, a później o niej zapomni. Na zawsze.



"Droga Hermiono,

Przepraszam.

Wiem, że skrzywdziłem cię tyle razy, że nawet nie mam prawa prosić o Twoje wybaczenie. Chcę Ci jednak powiedzieć, że te kilka miesięcy, które dane mi było spędzić z tobą, były najlepszym co mnie w życiu spotkało. Jestem złym człowiekiem, bo przez chwilę zapragnąłem przywiązać cię do siebie na stałe, nie zważając na to, jak trudne byłoby dla ciebie trwanie u boku kogoś takiego, jak ja. Nie mogę tego zrobić.
Zakochałem się w tobie szczerze i prawdziwie i tylko ta miłość jest w stanie dać mi siłę do tego, co muszę zrobić. Chcę żebyś była szczęśliwa – nie ważne z kim. Obiecuje ci, że nigdy nie wrócę, by zepsuć ci to szczęście. Wypiję dziś eliksir zapomnienia. Tak będzie najlepiej. Chcę jednak byś wiedziała, że z pamięcią czy bez, byłaś moją jedyną i największą miłością.
Dziękuję ci, że mnie zauważyłaś.
Żegnaj ukochana...

Twój Draco."

Spojrzał na ukończony list, ciesząc się, ze alkohol nie zamroczył go jeszcze na tyle, by mógł dopisać kilka ostatnich słów. Czy to nie było zbyt ckliwe i zupełnie nie w jego stylu? Być może, ale przecież jego styl od jutra przestanie istnieć.
Tym razem pociągnął whisky prosto z butelki. To nie mogło ukoić jego bólu i rozczarowania, ale przynajmniej sprawiało, że coraz bardziej docierało do niego, że tak będzie lepiej. Dla niej. Weasley mimo wszystko był szanowanym człowiekiem. Da jej miłość i szczęście. Oby tak było. Tego właśnie chciał najbardziej. By była szczęśliwa. Już zawsze.

⁂⁂⁂

– To dla twojego dobra Hermiono, moja Hermiono... – Ile razy powtarzał sobie te słowa, w ciągu ostatnich dwóch dni? Chyba zbyt wiele. Nie sprawiło to jednak, że traciły one swój sens. Wiedział, że powinien to zrobić. Przekładał maleńką buteleczkę pomiędzy palcami, przekonany o słuszności swojej decyzji. Jednak rozmowa z matką niczego mu nie ułatwiła. Przecież, tak naprawdę coś pomiędzy nim, a Hermioną było. Wydarzyło się... Zaistniało... Co więcej, ich zbliżenie w jego domu w Livigno sprowokowała ona sama. Chciała tego i mówiła o tym otwarcie. Dlaczego? Co jej to dało? Czy zrobiła to z wdzięczności? A może ze strachu? Nie wiedział, ale wątpliwości sprawiały, że nie był w stanie jeszcze wypić eliksiru. Musiał się zastanowić. Jeszcze chwilę.

⁂⁂⁂

Sześć miesięcy później...

To dziś był ten dzień. Dziś na pewno wreszcie wypije eliksir. Wiedział, że codziennie mówił to samo i codziennie rzeczywistość okazywała się nie do pokonania. Nie potrafił się na to zdobyć. Nie umiał wyobrazić sobie, że jej nie pamięta. Nie mógł przestać o niej myśleć nawet na dłuższą chwilę. Nawiedzała go w snach, fantazjował o niej na jawie. Patrzył na ich ślubne zdjęcie i wmawiał sobie, że ona żyje dalej i jest szczęśliwa bez niego, jednak nie potrafił zrobić tego ostatniego kroku. Mała fiolka z bursztynowym płynem, była dla niego niczym najgorsza klątwa. Nie mógł się jej pozbyć, ale nie był też w stanie jej wykorzystać. Piętno porażki coraz mocniej gnębiło jego sumienie. Codziennie rano budził się, wierząc, że wreszcie nadszedł ten dzień, po czym wieczorem siedział przed kominkiem, zamroczony whisky z poczuciem kolejnej, wielkiej klęski. Ile jeszcze był w stanie tak żyć?
Dość miał wyrzutów matki, bo każde jej słowo było niczym małe, złośliwe zaklęcie wymierzone prosto w jego dusze. Wiedział, że miała rację. Powinien coś zrobić. Podjąć jakąś decyzję. Ruszyć wreszcie swoje życie z miejsca. Powinien wypić eliksir... ale nie potrafił. Był słaby.
Trzy krótkie stuknięcia wyrwały go z zadumy. Automatycznie spojrzał za okno, oczekując tam widoku sowy. Jednak szybko sobie przypomniał, że ta forma kontaktu została już wykluczona z jego życia. Rozejrzał się po pokoju, w poszukiwaniu swojej komórki. To pewnie kolejny SMS od matki, namawiający go do wyjścia z domu i zrobienia... czegoś... czegokolwiek.
"Za dz.. oń doo minie. Pilnje" – brzmiała wiadomość. Parsknął krótko. Wiedział, że jego matka ma duże problemy z opanowaniem działania komórek, ale mimo wszystko był zadowolony, że się nie poddawała. Szybko wybrał jej numer telefonu stacjonarnego, który zamontowano w nowym domu jego rodziców w Fife.
– O co chodzi? – zapytał bez ogródek.
– Cześć skarbie, jak się dziś czujesz? – zaćwierkała wesoło Narcyza.
– Dobrze. Po co miałem zadzwonić? – burknął z niechęcią.
– Wiesz, okazało się, że mam spory problem. Bank, nasz stary bank... wymaga, by dostarczyć mu kilku dokumentów, niezbędnych do przeniesienia skrytki. Wiesz, że tata nie może tego zrobić, a ja sama nie bardzo mam o tym pojęcie.
Draco westchnął zirytowany. Pieprzone Gobliny z Gringotta, znów coś pomieszały. Mógł się tego spodziewać. Wiedział, jak bardzo były niechętne w przekazaniu olbrzymich pokładów złota Malfoyów, do sejfów w bankach mugoli. Nie było jednak innego wyjścia. Skoro Malfoyowie mieli zniknąć z magicznego świata, to ich majątek również nie mógł tam zostać. Chcąc, nie chcąc Draco przebrał się, sięgnął po długi, czarny płaszcz, pasujący do niego kapelusz i ciemne okulary przeciwsłoneczne. Pora na wycieczkę do świata magii. Być może już ostatnią w jego życiu.

⁂⁂⁂

Załatwił swoje sprawy w banku i postanowił skorzystać z przejścia w Dziurawym Kotle, by w mugolskim Londynie nabyć kilka butelek bursztynowego trunku. Matka ostrzegała go, że jeśli tak dalej pójdzie, to popadnie w ciężkie uzależnienie, ale on miał to gdzieś. Jak wreszcie zdobędzie się na odwagę, by wypić eliksir, to już wkrótce wcale nie będzie tego wszystkiego pamiętał.
Wszedł do pubu i machnął krótko barmanowi w ramach powitania. Skierował się już do wyjścia, gdy to usłyszał. Głupkowaty, irytujący śmiech, który nie raz psuł mu humor. Odwrócił się w stronę, siedzącej pod jednym z okiem, pary zakochanych. Weasley potrząsnął swoją rudą czupryną i znów zaśmiał się głupkowato, a wyfiokowana blondynka mu zawtórowała. Wyglądało na to, że są w bardzo zażyłych stosunkach, bo powietrze wokół nich praktycznie iskrzyło.
W Draconie też wszystko zaiskrzyło, tyle, że zupełnie z innego powodu. W kilku szybkich krokach znalazł się przy Ronie i bez ostrzeżenia, gwałtownym ruchem poderwał go z miejsca. Miał ochotę wyjąć różdżkę i zabić rudzielca na miejscu. Jak on mógł jej to zrobić?
– Ty śmieciu! – wycedził przez zaciśnięte zęby.
– Ma... ma... mal... Malfoy? – wyjąkał, wyraźnie przerażony Ron.
– Jak śmiesz ją zdradzać? Ty mały, niewdzięczny psie! – wysyczał, potrząsając rudzielcem.
– Ron, o co tu chodzi? Kto to jest? – zapytała siedząca przy stoliku dziewczyna.
– Puszczaj Malfoy, albo zobaczysz! – Ron wreszcie oprzytomniał na tyle, by spróbować się wyrwać.
– To ja oddaje ci ją bez walki, a ty przy pierwszej okazji lecisz do jakiejś innej? – Draco był niewyobrażalnie wściekły.
– Ron! O kim ten człowiek mówi? – znów wtrąciła się dziewczyna.
– Nie mam pojęcia, najwyraźniej zupełnie mu już odbiło – Ron zdołał się wreszcie wyszarpać z uścisku Dracona i szybko sięgnął po swoją różdżkę. Blondyn nie pozostał mu dłużny i też wycelował różdżką w Weasleya.
– Gdzie ona jest? – zapytał, starając się powściągnąć mordercze instynkty, domagające się głośno pozbycia się ryżego łasica raz na zawsze z tego świata.
– Mam tego dość Malfoy! Nie wiem o co ci chodzi, ani o kim mówisz! – zdenerwował się Ron.
– Jak to o kim?! O twojej dziewczynie!
– Ale to ja jestem jego dziewczyną! Nazywam się Amanda... – oburzyła się towarzyszka Rudzielca.
– Gdzie.Jest.Hermiona! – warczał ledwo panując nad sobą.
Ron zamrugała wyraźnie zdziwiony, a zaraz potem na jego twarzy wymalowało się coś na kształt zrozumienia, które jednak szybko zastąpiła złość.
– Jak śmiesz w ogóle o nią pytać, po tym co jej zrobiłeś Malfoy!
– Ja? Jak ty śmiesz ją zdradzać, po tym jak praktycznie zniknąłem z waszego życia, byście mogli być razem!
– Ron! – Amanda wreszcie zerwała się z miejsca, wyraźnie oburzona – Dlaczego on ciągle mówi, że mnie zdradzasz? I do tego dlaczego myśli, że robisz to z naszą Hermioną?
– Z waszą Hermioną? – zdziwił się Draco.
– Z naszą, Malfoy! Tak się składa, że Hermiona zaprzyjaźniła się również z Amandą, która jak już słyszałeś jest moją dziewczyną, jedyną dziewczyną! – wysyczał Ron.
– Czekaj, czekaj. Czy to on jest oj....– Chciała zapytać Amanda, ale Ron w panice doskoczył do niej i zakrył jej usta dłonią.
– Przyjmij do wiadomości Malfoy, że mnie i Mionę nadal łączy tylko przyjaźń. Jednak to nie oznacza, że wolno ci się do niej zbli... Ej Malfoy! Gdzie idziesz?!
Jednak Draco już go nie słuchał. Odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia z baru. Nie była z Rudzielcem. Nie została z nim, choć miała taką możliwość. Musiał wiedzieć dlaczego. I chciał tę odpowiedź usłyszeć od niej. Dobrze wiedział, gdzie powinien jej poszukać. Nie miał czasu do stracenia.

⁂⁂⁂

Hermiona z trudem odwzajemniła uśmiech sprzedawczyni, po czym uniosła brązową, papierową, wypełnioną po brzegi zakupami torbę. Tak naprawdę wyszła do sklepu tylko po kilka rzeczy, bo Oscar prosił o naleśniki, ale jak zwykle kupiła za dużo. Nie powinna tyle dźwigać, to przecież już prawie połowa siódmego miesiąca. W takich momentach najczęściej przychodziło jej na myśl, o ile łatwiejsze byłoby jej życie, gdyby był przy niej jakiś mężczyzna. Draco... Godryku! Ależ ona za nim tęskniła. Nawiedzał ją w snach, prawie co noc, a w dzień nie potrafiła przestać o nim myśleć. Czy wypił eliksir? Czy naprawdę w ogóle jej już nie pamięta? Jak sobie radzi w tym nowym dla siebie świecie? Przeszła kawałek, który dzielił małe delikatesy od domu jej rodziców, w którym postanowiła zamieszkać razem z Łobuzem. Chłopczyka miał dziś odebrać ze szkoły jej tata, a mama miała w tej chwili pacjentów. Hermiona była szczęśliwa, że rodzice wybaczyli jej zmianę pamięci i zaopiekowali się nią i Oscarem, po tym całym piekle jaki przeszli. Szybko wrócili do poprzedniego życia i nie zadawali też zbyt wielu pytań, choć była pewna, że bardzo ich interesowało kim jest człowiek, który sprawił im wnuka. A kim był? Osobą, która odmieniła jej życie. Człowiekiem, który pod maską wyniosłości i sarkazmu, skrywał swą wrażliwość, dobroć i odwagę. Był kimś wyjątkowym. Był mężczyzną, którego pokochała... mężczyzną, którego widywała każdego dnia w swoich wspomnieniach i tak oszalała na jego punkcie, że wydawało jej się, że widzi go nawet teraz. Bladego, ubranego w czarny, zupełnie nie pasujący do pogody płaszcz, zmęczonego i zrezygnowanego, ale wciąż przystojnego. Stał i patrzył na drzwi jej domu, jakby wahając się czy wejść do środka. Westchnęła ciężko, przymknęła oczy i potrząsnęła głową. Musiała przestać śnić na jawie. To się nie stanie. On nie wróci. Nigdy.
Otworzyła oczy i ku jej zdziwieniu, blond włosa postać nie zniknęła. Nadal tam był. Stał, trzymając rękę na furtce i wciąż wyglądał na niezdecydowanego. Hermiona poczuła, jak nogi się pod nią uginają. A co jeśli, to nie sen? Co jeśli naprawdę...?
Zrobiła kilka kroków w jego stronę, wciąż zastanawiając się czy to tylko przewidzenie czy też rzeczywistość. Nagle blondyn odwrócił się w jej stronę, a ona stanęła jak wryta.
– Hermiona? – Draco odezwał się pierwszy.
– Ale jak...? – zdołała z siebie wykrztusić, mocniej przyciskając do siebie torbę, za którą skrywała swój wyraźnie powiększony brzuszek.
– Miona... – Draco ruszył pewnie w jej stronę, najwyraźniej mając zamiar porwać ją w swoje ramiona i uściskać z całej siły.
Uniosła dłoń, by go zatrzymać. Wciąż nie potrafiła uwierzyć, że on tu naprawdę jest, a przez jej głowę przebiegały tysiące myśli. Przecież on o niczym nie wiedział...
Draco zatrzymał się i spojrzał jej głęboko w oczy i wtedy to się stało... poczuła to po raz pierwszy tak wyraźnie. Ich dziecko się poruszyło. Poczuła, jak do oczu napływają jej łzy, a torba, którą trzyma, powoli wysuwa się jej z rąk.
– Hermiona!
Tych emocji było tak wiele, że zakręciło jej się od tego w głowie. Ostatnim co zapamiętała były dotyk jego silnych rąk. Zaraz później zemdlała.

⁂⁂⁂

Pierwszym co zarejestrowała po ocknięciu był biały sufit. Po chwili zorientowała się, że leży na kanapie w salonie swoich rodziców. Złapała się za głowę i odetchnęła głęboko. To był tylko sen. Przyśniło jej się, że Draco zjawił się na progu jej domu. Głupie marzenia.
– Jak się czujesz, kochanie? – Hermiona uniosła się i zmusiła do uśmiechu, gdy zobaczyła swoją mamę wchodzącą do salonu.
– Dobrze, chyba się zdrzemnęłam. Muszę jeszcze pójść do sklepu.
– A nie byłaś? W kuchni jest torba pełna zakupów.
Hermiona podniosła się zdezorientowana. Skoro nie przyśniło jej się, że była na zakupach, to mogło również oznaczać...
– Pójdę do swojej sypialni i odpocznę przed kolacją. Zajmiesz się Oscarem? – zapytała, starając się zachować spokój.
– Jasne skarbie, odpoczywaj. Zawołam cię jak będziemy siadać do stołu.
– Dzięki – odpowiedziała i ruszyła w stronę schodów.

⁂⁂⁂

Od powrotu do domu Hermiona zajmowała gościnną sypialnię, a swój stary pokój za pomocą czarów przerobiła tak, by podobał się Łobuzowi. Ona sama niewiele potrzebowała. Łóżko, szafa, biurko – oto całe jej królestwo. W jednym z kątów, w którym teraz stał jej stary szkolny kufer, wypełniony książkami, planowała wkrótce postawić łóżeczko.
Usiadła na łóżku i pogłaskała się po brzuchu. Czy naprawdę tylko jej się wydawało, że widzi Draco? To wszystko przecież było takie realne! Jego spojrzenie, głos, kopnięcie dziecka, które tak wyraźnie poczuła... Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko, cicho prosząc, by to wszystko nie oznaczało, że powoli zaczyna wariować z tęsknoty. Jednak po chwili coś zakłóciło jej rozmyślanie. Wraźnie to wyczuwała. Magia. Gdzieś w jej pokoju znajdował się ktoś posługujący się magią. Otworzyła oczy i spojrzała w stronę swojego biurka. To tam...
– Więc jednak mi się nie wydawało... – wyszeptała zszokowana.
– Wolałem żeby twoja mama nie widziała, że jakiś obcy facet przynosi cię nieprzytomną do domu – padła odpowiedź, a zaraz potem Draco zdjął z siebie czar.
Gdy tylko to zrobił, Hermiona poczuła kolejne kopnięcie. Dziecko najwyraźniej znów ucieszyło się czując jego obecność.
Patrzyli sobie w oczy, a on powoli podszedł do niej, po czym przyklęknął przed nią i niepewnie uniósł dłoń w stronę jej brzucha.
– Który to...– głos mu lekko drżał – miesiąc?
Hermiona wciąż nie mogła uwierzyć, że on tu jest. Klęczy przed nią i najwyraźniej się waha, czy wolno mu jej dotknąć.
– Wiadomo już... co...? – zapytał, wreszcie kładąc dłoń na jej brzuchu. Ich dziecko znów się poruszyło.
Hermiona poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. To było niesamowite...
– Chłopiec – szepnęła przez zaciśnięte gardło.
– Nie wierzę... – Draco wpatrywał się w jej brzuch niczym zahipnotyzowany, gładząc go delikatnie.
– Twoja matka... eliksir... – Hermiona czuła, że musi mu wyjaśnić, jak to się stało, że zaszła w ciążę, ale blondyn tylko potrząsnął głową, dając jej do zrozumienia, że nie musi niczego tłumaczyć. On wiedział. Rozumiał.
– Salazarze... ale ze mnie idiota! – warknął, wstając i podchodząc do okna. Ukrył twarz w dłoniach i wyglądał na załamanego i pokonanego.
Hermiona odetchnęła głęboko i powoli wstała.
– Dlaczego? Dlaczego po prostu nas zostawiłeś? Dlaczego tak łatwo ci to przyszło? –  musiała wiedzieć. To pytanie dręczyło ją każdego dnia, od kiedy dostała jego list.
Draco odwrócił się w jej stronę i spojrzał jej w oczy.
– Myślałem, że tak będzie lepiej. Moja sytuacja nie jest łatwa, nie chciałem cię w to ciągnąć dalej, skoro miałaś szansę na szczęśliwe życie u boku kogoś innego.
– Sama się w to wciągnęłam. Od początku... –  wyszeptała, czując jak do jej oczu napływają łzy.
– Ja też. Ale widziałem cię... z nim. Uznałem, że to dla ciebie lepsza opcja.
– Co? –  zdziwiła się szczerze.
– Z Weasleyem. Zobaczyłem was i pomyślałem, że nie mogę ci stanąć na drodze.
Patrzyła na niego nie odzywając się dłuższą chwilę, po czym zmarszczyła brwi i z dezaprobatą pokręciła głową.
– Serio jesteś idiotą! –  zdenerwowana odwróciła się do niego plecami.
– Hermiona... przepraszam... Ale zrozum, nie miałem pojęcia... –  Draco podszedł i położył dłonie na jej ramionach.
Odwróciła się do niego i spojrzała mu w oczy.
– Byłam pewna, że już dawno wypiłeś eliksir –  głos jej się załamał, a po twarzy spłynęły łzy.
– Nie potrafiłem tego zrobić i nawet sobie nie wyobrażasz, jaki jestem szczęśliwy, że tego nie zrobiłem!
– Mogłeś wszystko zniszczyć, na zawsze... – wyszeptała z goryczą.
– Wiem, skarbie. Nie starczy mi życia, by prosić cię o wybaczenie. Po prostu sądziłem, że tak będzie dla ciebie lepiej.
– A gdzie w tym wszystkim byłeś ty i twoje pragnienia?
Draco potrząsnął głową i uśmiechnął się lekko.
– Nie zasłużyłem na tyle szczęścia...
Hermiona złapała go za policzki, zmuszając by popatrzył jej w oczy.
– Serio jesteś idiotą, skoro pomyślałeś, że będę mogła być szczęśliwa bez ciebie!
Wspięła się na palcach i delikatnie musnęła jego usta. Draco objął ją i przyciągnął do siebie, starając się zrobić to delikatnie ze względu na jej odmienny stan.
Gdy znów trzymał ją w ramionach czuł, że wreszcie znów żyje. To było, jak łyk świeżego powietrza lub przebudzenie po bardzo długim śnie. Uświadomił sobie, że oto odnalazł swoje szczęście, a dalej wszystko już będzie dobrze...


⁂⁂⁂
– Skarbie, co robisz? –  zapytał składając gazetę i patrząc na swoją ciężarną żonę, która właśnie stawiała krzesło pod jedną z kuchennych szafek.
– Muszę zdjąć mikser, jeśli chcecie wreszcie zjeść z Oscarem te naleśniki, o które mnie ciągle prosicie – wyjaśniła.
– Chcemy! –  zawołał wesoło Łobuz wchodząc do kuchni.
– Zwariowałaś? –  Draco zerwał się na równe nogi i już po chwili znalazł się przy niej – Nie możesz w tym stanie robić takich akrobacji, zdejmę ci to co potrzebujesz, tylko mi pokaż, które to pudełko.
Szybko i zręcznie wskoczył na krzesło, które prawie od razu złowieszczo zatrzeszczało... po czym złamało się i spowodowało, że blondyn widowiskowo wylądował na tyłku.
Hermiona i Oscar ryknęli śmiechem, a Draco jęknął z bólu.
– Nic ci nie jest, tato? – zapytał z uśmiechem Oscar, po czym zaraz się strapił własnymi słowami.
Mały wreszcie czuł, że ma prawdziwą rodzinę, jednak nigdy nie zapytał Hermiony i Draco czy może mówić do nich mamo i tato. Cicho o tym marzył, ale nigdy nie miał odwagi tak ich nazwać.
Draco mimo bólu i delikatnego upokorzenia szybko wstał z podłogi i od razu podszedł, by przytulić małego. Hermiona musiała odwrócić głowę, by ukryć ślady wzruszenia.
– Nic mi nie jest synku, ale zamiast naleśników, ja i mama zabierzemy cię na lody, dobrze?
Oscar przytaknął mu z szerokim uśmiechem, a Hermiona podeszła, by uściskać dwóch wspaniałych mężczyzn, którzy byli teraz sensem jej życia.

⁂⁂⁂

6 lat później...

Babciu, a czy to prawda, że jestem księżniczką? Bo tata mówi, że jestem! –  mała blondyneczka o niebieskich oczkach siedziała na kolanach swej babci i zasypywała ją prawdziwą lawiną pytań.
– Jesteś skarbie, jesteś naszą małą, uroczą księżniczką – Narcyza roześmiała się szczerze i pogłaskała po główce Clarissę. Mała była niezwykle bystrą czterolatką, z wyglądu bardzo podobną do swojego ojca, ale ciekawość świata i inteligencję na pewno odziedziczyła po matce.
– Cla, nie zamęczaj babci, lepiej dołącz do chłopaków w ogrodzie. Chyba grają w piłkę – Hermiona uśmiechnęła się do córki, która pędem ruszyła w stronę wyjścia, by móc spędzić czas z ukochanym dziadkiem Lucjanem (który wciąż nie miał pojęcia, że kiedyś był groźnym Lucjuszem Malfoyem) i swoim starszym o dwa lata bratem Harrym.
Harry był godnym następcą Oscara na stanowisku rodzinnego Łobuziaka. Draco wiele razy wypominał jej, że jest taki dlatego, że Hermiona uparła się, by nadać mu imię swojego zmarłego przyjaciela. Obydwoje jednak bardzo kochali swojego syna, o brązowych włosach i zabójczo ujmującym uśmiechu Malfoyów.
– Mała  przesłodka, ale potrafi też być strasznie męcząca – zaśmiała się Narcyza.
– Nawet nie masz pojęcia mamo, jak ona i Harry potrafią napsocić. Wdali się w Draco, na prawdę – Hermiona uśmiechnęła się i  napiła się kawy. A Narcyza spojrzała w stronę salonu, gdzie przy jednym z dużych okien stał jej najstarszy wnuk.
– Oscar, kochanie. Dlaczego nie wyjdziesz do ogrodu? Dziś jest taki śliczny dzień – zagadnęła go.
– Czekam, aż tata wróci, babciu – odpowiedział grzecznie chłopak, po czym znów zapatrzył się w okno.
– Przynajmniej jedno z waszych dzieci jest spokojne – stwierdziła ze śmiechem Narcyza.
– Widać, że jest bardzo przejęty – wyszeptała konspiracyjnie Hermiona.
– Niepotrzebnie. Draco na pewno... –  Jej wypowiedź przerwało trąbienie samochodu i okrzyk radości dobiegający z ogrodu. To mogło oznaczać tylko jedno. Draco właśnie wrócił do domu.
Clarissa i Harry najpewniej zaraz pobiegli, by przywitać ojca. Narcyza również wstała i wyszła do ogrodu, by dołączyć do swojego męża, syna i wnuków. Tylko Hermiona i Oscar postanowili zostać w domu i poczekać, aż Draco wejdzie do środka. Hermiona ciągle uśmiechała się pod nosem, patrząc na ich jedenastoletniego już syna. Był ich dumą i obydwoje kochali go tak samo mocno, jak swoje biologiczne dzieci. Dziś jednak w jego życiu wydarzyło się coś wyjątkowego i widać było, że Oscar wprost się nie może już doczekać, aż opowie o tym swemu ojcu.

⁂⁂⁂

Draco przywitał się z dziećmi i swymi rodzicami i po zapewnieniu ich, że dołączy do rodzinnego grilla w ogrodzie, jak tylko się przebierze, wszedł wreszcie w progi swojego ulubionego miejsca na ziemi. Ich domu. Niezbyt dużego, ciepłego i przytulnego zakątka, w którym tworzyli razem, z jego ukochaną żoną, szczęśliwą rodzinę. Długo wahali się czy pozostać w świecie magii czy też przenieść się w pełni do życia wśród mugoli. Decyzja nie była łatwa, ale zgodnie stwierdzili, że bez magii w ich życiu, czegoś by zabrakło. Postanowili zamieszkać wśród mugoli i żyć jak oni, ale ustalili też, że gdy przyjdzie odpowiedni czas, a ich biologiczne dzieci trochę podrosną, opowiedzą im wszystko o świecie magii i pozwolą zdecydować, czy będą chciały kiedyś uczyć się w Hogwarcie. Ta dwójka miała bowiem w sobie czarodziejską krew i już teraz Hermiona i Draco zauważali u nich przejawy magicznych zdolności.
Draco wszedł przez kuchenne drzwi i ucałował żonę, która właśnie szykowała wyśmienite steki, które mieli przyrządzić na grillu. Cieszyli się z wizyty Narcy i Lucjana, czyli rodziców Draco, którzy nosili teraz te imiona, tak by nikt nie wpadł na ich ślad i nie przypomniał Lucjuszowi kim kiedyś był.
– Strasznie się cieszę, że jestem już w domu. Nie ma to jak weekend – wymruczał blondyn, obejmując Hermionę i czule cmokając ją w szyję.
– Taaak, na pewno będzie wspaniale – Hermiona odwróciła się i zarzuciła mu ręce na szyję, nie przejmując się tym, że może ubrudzić jego koszulę. Bliskość męża była zbyt podniecająca, by zwracać uwagę na takie drobiazgi.
– Tato? –  Oscar przerwał te chwilę czułości, ostrożnie wchodząc do kuchni.
– Cześć synku! Czemu nie jesteś z resztą w ogrodzie? –  zapytał Draco, niechętnie wypuszczając żonę z objęć.
– Później... – obiecała mu szeptem, na co blondyn uśmiechnął się niczym zadowolony kocur.
– Mam do ciebie pewną sprawę – burknął Oscar, czerwieniąc się lekko.
– Idźcie porozmawiać do salonu, a ja skończę szykować mięso – poradziła im Hermiona z dobrodusznym uśmiechem.

⁂⁂⁂

Draco z synem przeszli do salonu i usiedli razem na zielonej kanapie przed kominkiem.
– Coś się stało? Wyglądasz bardzo poważnie – Draco uśmiechnął się rozbrarająco, chcąc dodać chłopcu otuchy.
– Wiesz tato, bo ja... bo ja dostałem dzisiaj list... –  wyjąkał zawstydzony Oscar.
– Miłosny? Od jakiejś koleżanki z placu zabaw? –  zażartował blondyn.
– Nie! –  zaprzeczył szybko.
– No to jaki list dostałeś? Powiedź, bo jestem bardzo ciekawy... – I wtedy Oscar ostrożnie wyjął z kieszeni kopertę, jakby była ona jego najcenniejszym skarbem.
Draco zaintrygowany patrzył na lekko pożółkły papier, zielony dobrze mu znany herb i czerwoną pieczęć.
– To list z Hogwartu! –  zawołał z niedowierzaniem.
– Sowa go dziś przyniosła. Mama bardzo się ucieszyła, a babcia prawie płakała ze szczęścia, prosiły tylko obie, by nic nie mówić dziadkowi.
– Jak to możliwe, przecież ty... mugol... –  Draco był naprawdę zszokowany.
– Mama mi wszystko wytłumaczyła i powiedziała, że ją też to kiedyś spotkało. Też dostała taki list, choć jej rodzice nie...
– Synku! – Draco zerwał się na równe nogi i przytulił mocno swoje najstarsze dziecko.
– Tato, a myślisz, że mógłbym?
– Jeśli tylko chcesz! – Draco był naprawdę dumny.
– Naprawdę? –  rozpromienił się chłopak.
– Oczywiście. Uwielbiam Hogwart! Muszę ci tyle opowiedzieć, tyle cię nauczyć! O! I miotła!Muszę ci kupić najlepszą miotłę! –  ekscytował się Draco.
– Dobrze, dobrze, kochani, ale zanim się zagalopujecie, pora wyjść do ogrodu coś zjeść. Oscarze, dołącz proszę do babci i rodzeństwa. My z tatą zaraz przyjdziemy.
– Dobrze, mamo! –  zwołał uradowany Oscar. Tata zgadzał się na jego wyjazd do Hogwartu. Więcej nie było mu do szczęścia potrzebne.
– Książki, kociołek, składniki eliksirów – wymieniał podekscytowany Draco.
– Nie sądziłam, że aż tak się ucieszysz, że Oscar dostał list z Hogwartu. Myślałam, że będziesz wolał mieć małego blisko nas – Hermiona roześmiała się, widząc ekscytację swojego męża.
– Często zastanawiałem się, czy Cla i Harry będą mogli pójść kiedyś do Hogwartu i zawsze wtedy myślałem o Oscarze, o tym, że on nie będzie miał takiej szansy... – Draco objął żonę i uśmiechnął się szczerze – Przecież kochaliśmy Hogwart, w czasach gdy się tam uczyliśmy. Wiem, że później w tym budynku stało się dużo złych rzeczy, ale teraz to znów jest normalna szkoła, a nasze dzieci będą tam mogły poznać nasz świat, prawdziwy świat.
Hermiona roześmiała się i delikatnie pogłaskała ukochanego po policzku.
– Też tak myślę. Magia jest w nich. W całej trójce. Nie możemy o tym zapomnieć, a dzięki Tobie nazwisko Malfoy zostało zrehabilitowane. Jesteś najlepszym szefem Departamentu Przestrzegania Prawa jaki mógł być na tym stanowisku. Będzie im dobrze w Hogwarcie – zapewniła.
– Na pewno, bo każdy w magicznym świecie zna ich matkę, która jest najlepszym vice szefem Departamentu do spraw Magicznych Stworzeń i zawsze walczy o prawa innych, to dzięki Tobie nasze nazwisko przestało być kojarzone z czymś złym, a ludzie zapomnieli o moim... – Draco niepewnie spojrzał w stronę ogrodu, w którym Lucjusz, a w zasadzie Lucjan Malloy grał ze swoimi wnukami w piłkę.
– Taka jestem szczęśliwa... –  Hermiona uśmiechnęła się i położyła głowę na ramieniu ukochanego.
– Ja też mój skarbie i już się nie mogę doczekać naszego urlopu we Włoszech... może nawet skoczymy na chwilę we dwoje do domku w Livigno? – Draco sugestywnie poruszył brwiami, a Hermiona wybuchnęła śmiechem i uniosła się lekko na palcach, by móc go pocałować.
Przypomniała sobie, jak stała przy ołtarzu, w sukni ślubnej, której nigdy by nie wybrała i w otoczeniu ludzi, których nigdy by nie zaprosiła na swój ślub. Zastanawiała się wtedy, co będzie dalej z jej życiem. Obok stał on, tak obcy, a jednocześnie bliski... Byli tak różni od siebie, pochodzący z dwóch różnych światów, ale już wtedy wiedziała, że gdy są sami dzieje się coś niesamowitego. Rubinowa kolia lśniła na jej szyi, a w jego spojrzeniu błyszczała czysta stal... ale żadne z nich nie wiedziało wtedy, że połączy ich miłość, taka prawdziwa, głęboka.
–  Tak bardzo cię kocham... – wymruczał pomiędzy pocałunkami.
– A ja ciebie najdroższy!
Na zawsze.


Koniec.








sobota, 14 listopada 2015

Epilog ver. I (sad)

Kochani...

Strasznie przeżywam, to co miało miejsce wczoraj we Francji, więc pozwolę sobie nie pisać długiej wiadomości, bo i tak nic mi z tego nie wyjdzie.
Oto obiecany epilog w wersji smutnej (sad).
Zgodnie z zapowiedzią, na wersję happy zapraszam 28.11.
Za betę dziękuję Kindze M.

Pozdrowienia!

Venetiia






⁂⁂⁂

              Następnego dnia Hermiona unikała Rona, jak mogła, co nie było wcale łatwe w maleńkim domu Weasleyów. Mimo to, w czasie wspólnych posiłków siadała z daleka od niego i nie uczestniczyła w tym dniu w rozmowach prowadzonych w salonie, wiedząc, że jej przyjaciel tam przebywa. Wczorajsza sytuacja była bardzo krępująca. Gdy Ron zorientował się, że Hermiona nie odwzajemnia jego pocałunku, speszony przestał ją całować, zaczerwienił się i palnął coś głupiego, jako namiastkę przeprosin. Hermiona równie zawstydzona, próbowała krótko i rzeczowo wyjaśnić mu, że kocha go tylko i wyłącznie jako przyjaciela, co znów skutkowało głupawym chichotem Rudzielca i zapewnianiem jej, że rozumie, ale może jednak...
Na szczęście tę bardzo żenującą chwilę przerwała pani Weasley, wołając Hermionę, by ta pomogła jej w przygotowaniach do obiadu.
 Od tamtej pory przyjaciele nie rozmawiali ze sobą. Dopiero następnego dnia w porze kolacji, Hermiona była zorientowała się, że będzie zmuszona usiąść obok niego . Podejrzewała, że Ron jakoś przekupił Oscara, by ten koniecznie chciał dziś siedzieć obok Ginny, a jako, że jej rodzice woleli zjeść posiłek w swoim pokoju na poddaszu,  nie miała wiarygodnej wymówki, by ucieć od towarzystwa Rona.
–  Wszystko w porządku? –  zapytał, gdy niechętnie obok niego usiadła.
–  Tak – odpowiedziała krótko, siląc się na cień uśmiechu.
–  Między nami też? –  wypalił nerwowo Ron.
–  Tak, między nami też w porządku.
Tym razem jej uśmiech był nieco bardziej szczery. Cieszyła się, że Ronowi mimo wszystko zależy na dobrych relacjach pomiędzy nimi.
–  Hermiono, ktoś do ciebie, czeka w ogrodzie – poinformował ją pan Weasley, wchodząc do kuchni.
Zerwała się na równe nogi, w myślach wciąż powtarzając jedno słowo "Draco!". Miała nadzieję, że wreszcie otrzyma od niego jakieś informację. Ostatnie trzy tygodnie były dla niej prawdziwą katorgą.
Starała się nie biec, chodź króciutka droga z kuchni do ogrodu, zdawała się nie mieć końca. Nie mogła się już doczekać, aż go zobaczy...
Weszła do ogrodu i rozejrzała się dookoła, z mocno bijącym sercem. Przy płocie stała postać w czarnej pelerynie. Powoli zapadał już zmrok, ale nawet z daleka rozpoznała, że nie był to jej mąż. Poczuła jak jej nadzieja gaśnie, a serce boleśnie się zaciska. To nie był on...
–  Witaj Theo, pan Weasley mówił, że na mnie czekasz – Hermiona zmusiła się do uśmiechu i podeszła do mężczyzny.
–  Dobry wieczór. Dobrze cie widzieć – Theodore uśmiechnął się do niej uprzejmie.
–  Czy z Draco wszystko w porządku? –  zapytała, nie mogąc wytrzymać dłużej.
– Niestety nie miałem zbyt wiele czasu na rozmowę z nim, ale wydaje mi się, że tak – odpowiedział zgodnie z prawdą Nott.
– Może wejdziemy do domu?
– Nie, dziękuję, ale śpieszy mi się.
– To co cię do mnie sprowadza? - zapytała zaciekawiona.
–  Pewnie się ucieszysz, jak ci powiem, że twój eliksir zadziałał doskonale. Lucjusz Malfoy myśli teraz, że jest zwykłym mugolem...
–  Naprawdę? –  Hermiona była trochę zaskoczona tą wiadomością, choć w głębi serca od zawsze podejrzewała, że Draco potrzebował tego eliksiru, by napoić nim swojego ojca.
– Narcyza jest przy nim, wszystko się udało. Uwierzył, że stracił pamięć w wyniku wypadku.
–  Co teraz? Kto będzie teraz naszym ministrem? –  dopytywała.
–  Z tego co wiem, Zabini ma sprowadzić Shacklebolta do ministerstwa, jak  tylko ten lepiej się poczuje.
–  Kingsley znów będzie ministrem? Wspaniale!
–  Takie są plany. Draco wyznaczył kilku ludzi, którzy mają się wszystkim zająć...
–  A co z nim? Też będzie pracował teraz w ministerstwie? - Tak bardzo chciałaby usłyszeć coś więcej na temat ukochanego.
Theodore popatrzył na nią uważnie, po czym uśmiechnął się lekko i wyjął z kieszeni płaszcza szarą kopertę.
–  Myślę, że wyjaśnił ci wszystko w liście...
–  W liście? –  Hermiona była zawiedziona. Niczego nie pragnęła bardziej, niż możliwości ponownego spotkania z mężem. Najwyraźniej jednak, przyjdzie jej jeszcze na to poczekać. Odebrała list od Notta i podziękowała mu z wymuszonym uśmiechem.
–  Muszę już wracać...
–  Dziękuję ci Theo, prawdziwy z ciebie przyjaciel – Hermiona, nie zważając na nic, uciskała go serdecznie.
–  Nie ma sprawy, zawsze możesz na mnie liczyć –  Theo uśmiechnął się, choć mimo to wydawał się nieco smutny.
–  A ty, co będziesz teraz robił? –  zapytała.
–  Jeszcze dziś wyjeżdżam. Misja daleko stąd...
–  Rozumiem. W takim razie powodzenia –  Hermiona uśmiechnęła się do niego ciepło.
–  Dzięki i... wzajemnie –  Theodore spojrzał na nią ostatni raz, po czym odwrócił się na pięcie i zniknął, żywiąc przekonanie, że  pozostawia Hermionę, pod opieką Draco.  Liczył, że będą  oni teraz razem naprawdę szczęśliwi, a on sam, gdyby został, tylko, by im w tym szczęściu przeszkadzał.

⁂⁂⁂

Hermiona szybko wbiegła na górę, do małego pokoiku, który dzieliła z Ginny, nie mogąc się powstrzymać od natychmiastowego przeczytania listu. Rozwinęła pergamin i z uśmiechem spojrzała na te znajome pismo, które tak polubiła:


"Droga Hermiono,

Przepraszam.

Wiem, że skrzywdziłem cię tyle razy, że nawet nie mam prawa prosić o twoje wybaczenie. Chcę Ci jednak powiedzieć, że te kilka miesięcy, które dane mi było spędzić z tobą, były najlepszym co mnie w życiu spotkało. Jestem złym człowiekiem, bo przez chwilę zapragnąłem przywiązać cię do siebie na stałe, nie zważając na to, jak trudne byłoby dla ciebie trwanie u boku kogoś takiego, jak ja. Nie mogę tego zrobić. 
Zakochałem się w tobie szczerze i prawdziwie i tylko ta miłość jest w stanie dać mi siłę do tego, co muszę zrobić. Chcę żebyś była szczęśliwa – nie ważne z kim. Obiecuje ci, że nigdy nie wrócę, by zepsuć ci to szczęście. Wypiję dziś eliksir zapomnienia. Tak będzie najlepiej. Chcę jednak byś wiedziała, że z pamięcią czy bez, byłaś moją jedyną i największą miłością. 
Dbaj o siebie.

 Draco.

PS. Dziękuje, że mnie zauważyłaś..."


Płakała, a jej łzy kapały na list, rozmazując atrament. Jak mógł? Jak śmiał? Przecież obiecał! Dał jej słowo, że się spotkają, jak tylko skończą się problemy z Lucjuszem. Dlaczego skłamał? Dlaczego znów okazał się być podłym Ślizgonem?
Poczuła falę głębokiego żalu, a później nieopisanej wściekłości. Łzy płynęły jej po twarzy, a ona nie wiedziała, co zrobić dalej ze swoim życiem. Jak, jak sobie z tym poradzić, gdy świat po raz kolejny walił się jej na głowę? A już myślała, że wszystko będzie dobrze...
Nagle zakręciło jej się w głowie, a żołądek podszedł jej do gardła. Pędem rzuciła się w stronę łazienki. To był dopiero początek jej kłopotów...


⁂⁂⁂

–  Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? –  Narcyza siedziała na przeciwko niego i nerwowo zaciskała ręce.
–  Tak będzie najlepiej – odpowiedział, beznamiętnie wpatrując się w płonący w kominku ogień.
–  Dlaczego nie dałeś jej szansy, by ci sama powiedziała co wybiera? Może wcale nie chce zostać z tym Weasleyem?
–  Daj spokój mamo, to i tak nie miało prawa się udać. Nie po tym, w jaki sposób się w ogóle zaczęło – Draco zacisnął dłoń, w której spoczywała mała fiolka z bursztynowym płynem.
–  Ale między wami na pewno do niczego nie doszło? Wy nigdy, nic...–  dopytywała.
–  Nic, co mogłoby sprawić, że mam do niej jakieś prawo. To skończony temat mamo, już zdecydowałem. Zabini wszystko przygotował.
–  Na pewno nie wolisz wypić tej dawki bez zaklęcia zamknięcia magii? Nigdy już nie będziesz czarodziejem...
–  To dobrze, tak będzie lepiej. Dla ciebie też. Idź już mamo, zobaczymy się jutro... –  uśmiechnął się cierpko pod nosem. Przecież nawet jej nie pozna...
–  Zastanów się jeszcze chwilę, nic nie jest przesądzone, póki nie wypijesz zawartości tej fiolki – Narcyza wstała i podeszła, by pocałować syna w czoło. Kochała go najmocniej na świecie i choć nie zgadzała się z jego decyzją, postanowiła ją uszanować. Jej syn był zawsze bardzo uparty i miał prawo decydować o swoim życiu. Żałowała trochę, że między nim, a Hermioną nie doszło do czegoś więcej. Miała nadzieję, że fałszywy eliksir antykoncepcyjny, który podrzuciła do walizki swojej synowej, mógł im dać złudne poczucie bezpieczeństwa, a jej wkrótce upragnionego wnuka. Draco jednak powiedział jej, że między nim, a Hermioną nie doszło do niczego... A szkoda. Wtedy miałaby argument do powstrzymania go przed wymazaniem z pamięci jego żony.
– To dla twojego dobra Hermiono, żegnaj ukochana... Na zawsze.


⁂⁂⁂

– Bez wątpienia szósty tydzień ciąży – poinformował ją wesoło ginekolog, kończąc robić USG. Hermiona odwróciła twarz w stronę ściany, próbując zapanować nad napływającymi do oczu łzami. Dlaczego? Dlaczego teraz? Dlaczego właśnie tak? Dlaczego była tak głupia, by zaufać Narcyzie i wypiła ten przeklęty eliksir, zamiast zrobić swój? Teściowa ją okłamała i zostawiła samą ze wszystkimi problemami. Nie chciała jej znać.  Jednak to było teraz nieważne, teraz wiedziała, że będzie musiała sobie jakoś poradzić, bo jej chwiejne plany, które dopiero zaczęła sobie układać, znów runęły, niczym domek z kart. Los nie był dla niej łaskawy...
Była jednak pewna, że znajdzie w sobie na to siłę. Uśmiechnęła się lekko. Teraz miała dla kogo żyć.

⁂⁂⁂

6 miesięcy później...

–  Bardzo mi przykro, ale niestety nie udało nam się uratować pani syna. Pani upadek wywołał przedwczesny poród, nastąpiło to o kilka tygodni przed planowanym terminem, a to spowodowało, że... –  Nie słyszała, co lekarz do niej mówi. Nie słyszała niczego poza szalejącą za oknem burzą. Wiedziała, że to jej wina. Zabiła swoje dziecko. Przez własną głupotę straciła ukochanego synka. Oscar poprosił o naleśniki, a ona zamiast użyć różdżki weszła na krzesło, by zdjąć mikser z górnej półki. Krzesło się przewróciło...
Znów świat zawalił jej się na głowę, miażdżąc jej serce w drobny mak... Nie potrafiła sobie wybaczyć. Nie chciała nikogo widzieć. Wiedziała, że jej życie jest jednym wielkim pasmem bólu i udręki. Chciała umrzeć. Zamknąć oczy i odejść, na zawsze.

⁂⁂⁂

6 lat później...

             Lubiła przychodzić na plac zabaw i patrzeć na biegające po nim wesoło dzieci. Po całym dniu pracy w mugolskiej bibliotece, naprawdę ta chwila w towarzystwie okrzyków radości i wybuchów śmiechu, pozwalała jej doszukiwać się w samej sobie, jeszcze choć krzty chęci do życia...
Siadała na ławce i zawsze zastanawiała się co by było, gdyby tamtego feralnego dnia nie spadła z krzesła. Czy przychodziłaby tutaj teraz ze swoim synkiem? Czy patrzyłaby, jak wesoło biega i bawi się z innymi dziećmi? Czy byłby podobny do swojego ojca, a czy ona myślałaby o tym, by jednak odnaleźć i spróbować mu o sobie przypomnieć?
Codziennie to samo. Ciąg dręczących pytań, na które nie miała odpowiedzi.
Dzieci bawiły się, biegały, a ona tłumiła w sobie gorycz i żal. Beznadziejnie...
–  Hermiona!
Poczuła się jakby właśnie uderzył w nią grom. Znała ten głos. Odtwarzała go w swej pamięci każdego dnia. Chyba dlatego jej się wydawało, że to on, gdy ktoś zawołał to imię...
–  Hermiona, chodź tutaj! –  usłyszała ponownie.
Wstała z ławki i rozejrzała się dookoła. Mężczyzna w jasnoniebieskiej koszuli stał nieopdal odwrócony do niej plecami. Jednak coś w jego postawie i kolor jego włosów sprawił, że serce zabiło jej szybciej.
Powoli podeszła do niego i ostrożnie dotknęła jego ramienia.
–  Draco, to ty? –  wyszeptała.
Mężczyzna odwrócił się do niej, a Hermiona poczuła, jak nogi się pod nią uginają. To był on. Draco... jej Draco. Minęło sześć lat, a on prawie się nie zmienił...
Blondyn popatrzył na nią z zainteresowaniem i uśmiechnął się lekko.
–  Dzień dobry, chyba mnie z kimś pani pomyliłam. Nazywam się Darren, Darren Malloy – przedstawił się, wyciągając do niej uprzejmie dłoń, wciąż nie spuszczając z niej wzroku.
Hermiona otworzyła usta, a tysiące myśli przebiegały teraz przez jej głowę. On jej nie poznawał... Więc jednak wypił eliksir... Zapomniał...
–  Hermiona Granger – przedstawiła się drżącym głosem.
Draco zmarszczył czoło w zamyśleniu. Miał wrażenie, że skądś znał to nazwisko, nie potrafił sobie jednak przypomnieć skąd...  Czuł jednak wyraźnie, że stojąca przed nim kobieta jest kimś wyjątkowym i intrygującym.
–  Ach! To dlatego pani pomyślała, że ją wołam. Hermiona, to moja...
–  Tatusiu! –  czteroletnia szatynka podbiegła do ojca z szerokim uśmiechem na twarzy.
–  To moja córka – dokończył, z uśmiechem, biorąc córkę na ręce i składając na jej policzku soczystego buziaka.
Hermiona patrzyła na to wszystko, jak sparaliżowana. Czuła się, jakby opuściła swoje ciało i patrzyła na tę scenę z boku. To było takie nierealne, ale mimo wszystko działo się naprawdę.
–  Tatusiu, musimy już wracać? –  zapytała dziewczynka z grymasem niezadowolenia.
–  Niestety tak skarbie, mama będzie się martwić... –  Draco odwrócił się w stronę Hermiony – Niedawno przeprowadziliśmy się tutaj całą rodziną z Fife, a Mionka, bardzo chciała zobaczyć okolicę. Żona jest w kolejnej ciąży, dlatego nie mogła nam towarzyszyć... – wyjaśnił jej, wciąż uśmiechając się uprzejmie.
–  Przepraszam – wydusiła wreszcie z siebie – Chyba faktycznie z kimś pana pomyliłam... –  odwróciła się i ruszyła przed siebie.
–  Nic się nie stało. Często tu pani bywa?  Hej! Proszę poczekać! Czy wie pani może... –  Draco najwidoczniej nie chciał jeszcze kończyć tej rozmowy, ale ona nie mogła ani chwili dłużej na niego patrzeć. Musiała uciec. Uciec, jak najdalej tylko mogła. Na zawsze.

⁂⁂⁂

–  Babciu, babciu! Poznałam na placu zabaw nowe koleżanki! –  ekscytowała się Hermionka, gdy tylko wrócili do domu.
–  Tak? To fantastycznie – Narcyza wzięła wnuczkę na kolana i ucałowała ją w policzek.
–  Darren pamiętaj, że masz jeszcze dziś rozpakować te pudła z książkami – narzekała Mindy, która przechodziła właśnie przez etap wahania nastrojów spowodowany ciążą.
–  Pamiętam, kochanie. Idź, usiądź sobie do salonu i odpocznij trochę – poradził jej, zmuszając się do uśmiechu.
– Nie pouczaj mnie! Nie jestem dzieckiem! - ofuknęła go gniewnie, wychodząc do salonu.
–  Musisz mieć do niej dużo cierpliwości, kochanie – poradziła mu matka z ciepłym uśmiechem.
–  Staram się, mamo – Darren zamknął oczy i odetchnął głęboko. Obraz kobiety z parku pojawi się niemal natychmiast w jego wyobraźni.
–  Babciu, a tata w parku rozmawiał z jakąś panią – poskarżyła Miona, schodząc z jej kolan i biegnąc do salonu pooglądać telewizję.
Narcyza poczuła nieprzyjemny dreszcz. Od początku bała się, że ich powrót do Londynu mógł sprawić, że Draco bądź Lucjusz spotkają kogoś znajomego. Co prawda, byli teraz zwykłymi mugolami, ale i tak ryzyko przecież istniało...
–  No właśnie mamo, może pamiętasz, czy przed wypadkiem samochodowym, w którym ja i ojciec straciliśmy pamięć, znałem jakąś Hermionę?
–  Hermionę? Dlaczego akurat o to pytasz? –  Narcyza wyraźnie się spięła.
–  Gdy mała się urodziła, byłem pewien, że właśnie tak chcę jej dać na imię. Nie wiem czemu, ale czułem, że bardzo je lubię. A dzisiaj w parku podeszła do mnie pewna kobieta. Przedstawiła mi się jako Hermiona, a ja... ja miałem wrażenie, że być może ją znam – Darren potarł twarz i znów przypomniał sobie wzrok tej kobiety. Dlaczego jej oczy tak mocno zapadły mu w pamięć, a zapach przywodził na myśl coś ciepłego, przyjemnego i szczęśliwego?
– Nic nie wiem o żadnej Hermionie, skarbie. Wybacz, ale muszę już iść. Ojciec pewnie już wrócił z partyjki golfa – Narcyza szybko wstała i skierowała się do wyjścia. Zatrzasnęła za sobą drzwi i poczuła, jak jej serce boleśnie się zaciska. Jak to możliwe, że Draco już pierwszego dnia po powrocie do Londynu spotkał akurat Hermionę? Przeznaczenie? Nie było dnia, by nie zastanawiała się nad tym, czy nie wyrządziła mu ogromnej krzywdy, pozwalając na wypicie eliksiru i wymazanie z pamięci jedynej kobiety, którą kiedykolwiek kochał. Wiedziała, że nigdy nie czuł do Mindy tego samego, co poczuł  kiedyś do swojej pierwszej żony. Jednak to ona sama namawiała go, by się zaangażował i założył z Mindy rodzinę. Tak bardzo chciała, by jej syn znów był szczęśliwy...
Jednak każdego dnia bała się, że Draco kiedyś sobie przypomni. Severus zawsze jej powtarzał, to w co tak mocno wierzył Dumbledore. Nie ma silniejszej magii niż miłość... i żaden eliksir nie mógł jej wymazać z pamięci, na zawsze.

⁂⁂⁂

          Deszcz padał z coraz większą intensywnością, ale jej to nie przeszkadzało. Chodziła opustoszałymi ulicami Londynu i zastanawiała się, jak to się stało, że od sześciu lat jej życie leżało rozsypane w pył, a on w tym czasie ożenił się, spłodził dzieci i był tak bardzo szczęśliwy. Żył dalej. Pokochał inną. Jego życie było udane i wiódł je w spokoju... bez niej. A ona nie potrafiła niczego zrobić dobrze. Wszystko czego dotykała, kończyło się katastrofą. Po utracie dziecka pozwoliła Oscarowi na pewien czas zamieszkać z Josephem i Rose, a potem tak długo cierpiała i wychodziła z depresji, że mały przywykł do nowego miejsca, przestał za nią tęsknić i nie chciał wrócić, gdy mu to wreszcie zaproponowała. Została sama. Na krótko zamieszkała z rodzicami, którzy po pewnym czasie również mieli dość jej ciągłej rozpaczy i użalania się nad sobą. Poprosili ją, by się wyprowadziła i zaczęła życie od nowa. Ona jednak nie potrafiła tego zrobić. Zamknęła się we własnym świecie. Cztery puste, szare ściany i jej ogromny smutek i żal. Poddała się i przestała marzyć, planować, iść do przodu. Mimo starań przyjaciół, ona wolała być sama, pozostać ze swą zgryzotą i wegetować w samotności, bo życiem nie mogła tego nazwać.
Szła tak, aż znalazła się na Tower Bridge. Szybki nurt Tamizy płynął tuż pod mostem, a ona zapatrzyła się w toń wody, czując, że ta decyzja zapadła już dawno. Dzisiejsze wydarzenie sprawiło tylko, że przyśpieszyła jej wykonanie. Nadeszła pora.

⁂⁂⁂

Popatrz na mnie... –  zabrzmiała prośba.
❥ Mała dziewczynka z burzą włosów na głowie patrzy na niego ze złością...
❥ Śliczna nastolatka mija go na korytarzu z naręczem książek i rzuca mu spojrzenie pełne pogardy i niechęci...
❥ Młoda kobieta patrzy na zastygłą twarz, czarnowłosego chłopaka, którego głowę trzyma na swoich kolanach, z jej  pięknych oczu płynął łzy...
❥ Ktoś na niego wpada, opuszcza wzrok, a ona unosi głowę. Dookoła nich leżą rozrzucone książki. W jej spojrzeniu wściekłość miesza się z zażenowaniem...
❥ Hermiona stoi przed lustrem w białej sukni, a on trzyma ręce na jej ramionach. Ich spojrzenia spotykają się w szklanej tafli...
❥ Znajdują się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, na długim stole stoją poustawiane jakieś dziwne kotły, w których bulgocze kolorowa ciecz. Patrzą sobie w oczy, a on sięga do jej włosów, by wyplatać z nich spinkę. Miękkie pukle opadają na jej ramiona, a on marzy tylko o tym, by móc ją pocałować. Słyszy swój własny szept. – Dziękuję...
❥ Stoją pośrodku hotelowego pokoju. Obejmują się i całują. Nagle on odrywa się od niej. Patrzy jej w oczy i cicho prosi: – Zauważ mnie... Ona wtula się w jego ramiona, a jej słodki zapach zapisuje się w najmniejszym zakamarku jego pamięci. – Widzę... –  szepcze cicho, a on czuje, jak jego życie w tej chwili nabiera sensu...
❥ Rozrzucone po poduszce włosy, delikatne, malinowe usta i przyśpieszony oddech. – O tak, Draco...–  jej szept, spowodował, że miał ochotę krzyczeć z radości. – Hermiono... – szepnął miękko unosząc się i całując ją w usta.– Spójrz mi w oczy... – poprosiła go cicho.
Patrzył...

⁂⁂⁂

– Hermiona!! –  usiadł na łóżku, ciężko dysząc. – Kobieta z parku... Hermiona... To nie był sen! O Boże! –  ukrył twarz w dłoniach, nie mogą zapanować nad własnym oddechem.
–  Zwariowałeś Darren? Hermiona śpi w swoim pokoju. Żadna kobieta z parku nie chciała jej nic zrobić. Obudziłeś mnie, a wiesz, jak ciężko mi zasnąć z tym brzuchem – gderała Mindy, wstając i zakładając szlafrok.
Draco patrzył, jak jego żona wychodzi z pokoju i wtedy zrozumiał. Wypijając eliksir, tamtego dnia, zrujnował swoje życie. Na zawsze.

⁂⁂⁂

            Sięgnęła do kieszeni płaszcza, wyjmując z niej ostatnią pamiątkę. Była jedyną rzeczą od niego, której jeszcze się nie pozbyła. Draco zostawił jej skrytkę pełna pieniędzy, z której nie skorzystała. I dom w Livigno, do którego nigdy więcej nie pojechała. Zabini zniszczył ich akt małżeństwa, więc oficjalnie nic ich nigdy nie łączyło. Ślubną obrączkę i pierścionek zaręczynowy odesłała sową do Narcyzy Malfoy, bez słowa wyjaśnienia, a książki, które kupił dla niej na aukcji w Londynie, oddała do biblioteki, w której pracowała. Zostało jej tylko to. Rubinowa kolia, którą jej podarował w dniu ich ślubu. Nie miała jej na sobie od dnia, gdy uciekła z jego domu. Teraz, stojąc na moście, nad rwącą Tamizą i moknąc w strugach deszczu, ponownie zapięła ją na swojej szyi. To wcale nie był smutny koniec. Wreszcie odnajdzie spokój. Znów spotka Harry'ego, uściska wreszcie swego ukochanego synka. Będzie miała spokój. Nie będzie już dręczących myśli o tym, że jej ukochany mężczyzna chodzi gdzieś po świecie. Nie będzie już marzyła o tym by  przeżyć choć jeszcze jedną chwilę, gdy znów będą sami Teraz znajdą się w dwóch różnych światach. On ma swoją rodzinę i dobre, szczęśliwe życie. Ona zaś, jedną drogę przed sobą. Ostatni krok. Zamknęła oczy i rozłożyła ręce.
Rubin błysnął ostatni raz. Gdzieś w oddali zabrzęczała  cicho stal.
Żegnaj kochany...
Na zawsze. 


wtorek, 10 listopada 2015

Przeniesienie Dwóch Światów i Gdy Jesteśmy Sami... na nowego bloga!

Kochani!

Żegnam się powoli z moimi poprzednimi blogami i przenoszę swoją twórczość na nowy adres. Po zakończeniu Rubinu i Stali - całość opowiadania również zostanie tam przeniesiona. Informuję jednak wszem i wobec - Dla wszystkich chętnych - opowiadania "Dramione - Dwa Światy", "Gdy jesteśmy sami..." oraz wszystkie Miniaturki Dramione mojego autorstwa - możecie znaleźć na nowym blogu:





Serdecznie Zapraszam! :)

Dla osób chętnych są dostępne również wersje PDF moich opowiadań oraz miniaturek. Również zapraszam!


Jeszcze raz dziękuję Wam za wszystko. W razie pytań zapraszam do kontaktu: venetiia.noks@gmail.com.
Zapraszam Was również do czytania mojego autorskiego opowiadania, które wkrótce się rozkręci: venetiia-noks.pl

Do zobaczenia!

Venetiia Noks

sobota, 31 października 2015

13. Ja - Tam Ja ubierający serce w stal...

Witajcie!


Ostatni rozdział... ale się cieszę! :) 
Jednak jak wiadomo to jeszcze nie koniec. Dziś mogę oficjalnie ogłosić, że planuję dodać (aż) dwa epilogi. W swoich wcześniejszych pracach spotkałam się z opiniami, że niektórzy woleli skończyć czytać wcześniej, ponieważ wolą smutne zakończenia. Dlatego też przyszła mi myśl, by to opowiadani zakończyć właśnie w taki sposób. Jednakże moja romantyczna natura mogłaby tego nie znieść, dlatego wymyśliłam dwa zakończenia. Na pierwszy ogień pójdzie to smutne. Pojawi się ono ok 14.11. zapraszam wszystkich lubiących  tzw. sad endy :)

28.11 zapraszam znów wszystkich fanów słodkich i ckliwych happy endów :)
Uwaga - przez moje ślamazarne pisanie na raty, rozdział jest zabetowany tylko w pewnej części, za co dziękuje mojej prywatnej królowej cierpliwości - Kindze :)
Przepraszam za wszystkie błędy i mam nadzieję, że nie zakłócą Wam odbioru :)
Dziś polecam Wam również do odwiedzenia dwa ciekawe blogi:


Pozdrawiam Wszystkich i Zapraszam na Epilogi.
Buźki!


V.

PS. W poniedziałek ogłoszę w komentarzach co zostanie napisane jako premia :)
⁂⁂⁂

Wrócił do domu z impetem zatrzaskując za sobą drzwi. Miał ochotę krzyczeć. Ot tak, wykrzyczeć z siebie całą złość, napięcie i frustrację. Jego życie od urodzenia przebiegało według z góry ustalonych planów i schematów. Od dziecka słyszał, że jest wierną mini–kopią swego ojca, godnym dziedzicem nazwiska i przyszłością świata czarodziejów. Presja otoczenia była nieodzowną częścią jego codzienności. Zawsze bardzo dokładnie musiał obmyślać każdy swój kolejny ruch, w obawie by nie zawieść pokładanych w nim nadziei. Jednak wiedział, że kiedyś będzie musiał powiedzieć "dość". Pora pójść własną drogą. To dziś jest ten dzień.
Nie musiał długo czekać, gdy czterech rosłych Śmierciożerców pojawiło się w jego gabinecie z różdżkami gotowymi do ataku.
– Twój ojciec chce widzieć ciebie i tą twoją szlamę, natychmiast– zakomunikowali chórem, jakby wcześniej specjalnie wyćwiczyli tę kwestię.
Zacisnął zęby, by opanować gniew. Wiedział, że gdyby tylko zechciał, to mógłby ich pokonać. Jedno, co zawdzięczał swemu ojcu, to fakt, że zawsze mocno naciskał na jego edukację. Dzięki temu stał się naprawdę niezłym czarodziejem. Teraz nadszedł czas, by stać się nieco lepszym człowiekiem.
– Mojej żony nie ma obecnie w domu – odpowiedział, starając się zachować spokój.
– A gdzie jest? – burknął jeden ze sługusów ojca.
– Poszła do fryzjera. Na razie muszę wystarczyć wam ja. – Draco uśmiechnął się ironicznie i sięgnął po stojąca na biurku butelkę bursztynowego trunku.
Czas zacząć zabawę.

⁂⁂⁂


– Dokąd jedziemy? – zapytała, ocierając łzy.
– W bezpieczne miejsce – odpowiedział spokojnie kierowca.
Hermiona zapatrzyła się w uciekający za oknem krajobraz, nie chcąc teraz myśleć o tym, że zostawiła go tam zupełnie samego z całą górą problemów i zagrożeń. To było do niej niepodobne. Ona nie uciekała. Wrecz przeciwnie, zwykle pierwsza stawała na polu walki, gotowa na wszystko. Teraz jednak nie mogła zostać.
Widziała to w jego oczach.
Widziała, że zależy mu tylko na tym, by ukryła się gdzieś z dala od niebezpieczeństwa. I ona go posłuchała, choć serce krzyczało, by zostać i walczyć razem z nim.
– Potrzebujesz chusteczki? – Padło pytanie.
– Tak, dzięki – odpowiedziała, sięgając po biały skrawek materiału, który podał jej mężczyzna.
– Zaraz będziemy na miejscu.
– Tak szybko? – zdziwiła się szczerze.
Była pewna, że nie odjechali od domu nawet dziesięciu mil.
– To tylko jeden z punktów, ale nie bój się, nic ci się nie stanie – zapewnił ją.
– Wiem i dziękuję...
– Nie dziękuj Hermiono, nie masz za co – odpowiedział, zatrzymując samochód.
Szybko wysiadł i nim zdążyła chociaż odpiąć pas, otworzył jej drzwi i wyciągnął do niej rękę.
Chwyciła ją i wysiadła z auta, a jej towarzysz od razu pociągnął ją w stronę pobliskich drzew.
Hermiona nie zadawała pytań, ale strach wypełniał każdą komórkę jej ciała. Ciemny, wilgotny las był ponury i budził w niej niepokój, ale wiedziała, że musiała zaufać planowi Draco. On wiedział, komu ma powierzyć w opiekę jej bezpieczeństwo.
Dość szybko spomiędzy drzew wyłoniło się coś, co przy dłuższych oględzinach okazało się starą, drewnianą leśniczówką. Opiekun Hermiony otworzył drzwi za pomocą prostego zaklęcia i pośpiesznie wprowadził ją do środka.
Domek był rozpadającą się ruiną, ale w środku było coś, co podpowiedziało Hermionie, jak będzie wyglądała ich dalsza podróż. Kominek.
– Zapamiętaj dokładnie adres: Cumberland Road 22, Bristol.
– Bristol? – zdziwiła się.
– No już, wskakuj do kominka. – Podał jej woreczek z proszkiem Fiuu.
Wiedziała, że nie ma czasu na wahanie. Wyraźnie wypowiedziała adres i wskoczyła w zielone płomienie.

⁂⁂⁂

Siwy dym zawisł w powietrzu, jakby świadom tego, jak ciężką i ponurą atmosferę będzie miała rozmowa, która odbędzie się w tym pokoju. Lucjusz jednak był spokojny. Znał dobrze wszystkie słabe punkty swojego syna. Szczeniak i jego głupie pomysły nie miały szans na realizację, w starciu z geniuszem za jakiego Malfoy senior się uważał. Wysłał po niego odpowiednio uzbrojony oddział, ale wiedział, że nie będzie potrzeby, by użyli siły. Draco mógł popełniać błędy i sprawiać mu zawód swoją słabością, ale musiał przyznać, że jego syn nie jest głupi. Przyjdzie z własnej woli.
Po chwili ogień w kominku zapłonął, a do gabinetu wpadło pięciu mężczyzn. Czterech od razu skłoniło się z szacunkiem, a jeden tylko uśmiechnął się cynicznie pod nosem.
Draco wiedział, że zaraz się wszystko rozstrzygnie. Wóz albo przewóz. Życie albo wegetacja. Nie było już odwrotu.

⁂⁂⁂

Wylądowali w niewielkim, ale nowocześnie urządzonym mieszkanku w centrum Bristolu. Hermiona rozejrzała się dookoła z zainteresowaniem. Czy to ma być jej kryjówka? Dlaczego akurat tutaj? Jednak jej towarzysz szybko rozwiał wątpliwości.
– Zdążyliśmy w samą porę – Stwierdził, spoglądając na zegarek.
Zaraz potem sięgnął po gazetę leżącą na gzymsie kominka. Zdziwiła się trochę, gdy mężczyzna wyciągnął ją w jej kierunku.
– Weź to. Przeniesie cię do bezpiecznego miejsca. Tam już na ciebie czekają.
– Ty nie idziesz ze mną? – spytała zaskoczona.
– Nie mogę. Muszę wrócić i sprawdzić co z Draco.
– Czy coś mu grozi...? – zapytała, choć w głębi serca znała odpowiedź.
– Wszystko będzie dobrze Hermiono, nie zamartwiaj się – poprosił, uśmiechając się uprzejmie.
– Dziękuje ci Theodorze... za... za wszystko – wyszeptała, ledwo panując nad łzami.
– Drobiazg – Nott mrugnął do niej porozumiewawczo.
– Gdyby coś się stało...
– Nie martw się. Będziemy w kontakcie.
Hermiona kiwnęła głową, nie bardzo mogąc zdobyć się na powiedzenie czegoś więcej. Strach, ból i smutek łapały ją za gardło.. Tak bardzo chciałaby móc być teraz przy ukochanym...
Nagle gazeta, którą trzymała rozbłysła jasnym światłem, a zaraz potem coś pociągnęło ją w okolicy pępka. Świstoklik zadziałał, zabierając ją w ostatni etap jej podróży do kryjówki, której Lucjusz Malfoy miał nigdy nie odkryć.

⁂⁂⁂

Wylądowała na wilgotnej polanie. Niewielki deszczyk leniwie siąpił się z nieba, a okoliczne pola i niewielkie pagórki pokrywała delikatna warstwa mgły. Hermionie jednak widok ten wydał się dziwnie znajomy. Nim jednak zdążyła skojarzyć skąd może go znać, ze mgły powoli wyłonił się jakaś wysoka, szczupła postać. Sięgnęła do kieszeni po różdżkę, nie bardzo wiedząc, co może ją czekać... Jednak po chwili poczuła, jak napięcie opada, a całe jej wnętrze wypełnia ulga.
Znajoma, bliska jej sercu twarz, choć nieco inna, od czasu kiedy jej właściciel nie uśmiechał się już tak często, jak kiedyś. Hermiona ruszyła do niego biegiem, rzucając mu się w ramiona, tłumiąc szloch. Już wiedziała gdzie jest!
– George... – szepnęła cicho.
– Witaj Hermiono, witaj w Norze – odpowiedział, obejmując ją przyjacielsko.
– W Norze? Naprawdę? Nigdzie jej nie widzę... – wyjąkała, odsuwając się od niego i rozglądając niepewnie dookoła.
– Zaraz zobaczysz. – Brat Rona wyjął z kieszeni niewielki zwitek pergaminu, na którym pismem Artura Wesleya był zapisany adres.
Hermiona głęboko odetchnęła. Teraz naprawdę mogła się poczuć, jakby wracała do domu.

⁂⁂⁂


– Gdzie ona jest? – zapytał Lucjusz, wydmuchując kłąb siwego dymu.
– Kto? – Draco uśmiechnął się ironicznie.
– Nie rób z siebie durnia, tylko natychmiast odpowiadaj.Gdzie jest twoja matka?
– Odwiedza znajomych.
– Nie kłam, na pewno ukryłeś ją razem z tą swoją szlamowatą wywłoką! – drwił.
– Jakie to ma dla ciebie znaczenie, gdzie one są? A tak, byłbym zapomniał. Przecież nie masz teraz żadnej formy nacisku na mnie. Cóż za rozczarowanie...
– Uważaj do kogo mówisz, szczeniaku! – ostrzegł go ostrym tonem.
– Karty na stół ojcze. Nie ma co dłużej ukrywać twoich zamiarów. Sprzeciwiłem ci się, więc pewnie czeka mnie za to kara.
– Dobrze – Lucjusz uśmiechnął się cynicznie – Nie sądziłeś chyba, że wykupisz się z winy marną butelką whisky? – zakpił, sięgając po trunek przyniesiony przez Draco.
– Pomyślałem, że łatwiej będzie mi wysłuchać wyroku, jeśli się przy tym napije.
Draco wstał i podszedł do szafki, w której jego ojciec trzymał cały zapas najlepszych alkoholi i odpowiednie do nich szklanki i kieliszki.
– Dlaczego nie? W końcu może najpierw porozmawiamy, zanim wyduszę z ciebie siłą, gdzie ukryłeś te dwie zdrajczynie krwi – Malfoy senior roześmiał się z własnego, niezbyt dobrego dowcipu, po czym hojnie nalał whisky do dwóch podanych przez syna szklaneczek.
Nie zauważył, że Draco uśmiecha się lekko pod nosem. Jego plan był prosty, ale wiedział, że będzie też skuteczny.  Dlaczego prosty?
Dlatego, że Lucjusz Malfoy nigdy nie odmawiał, gdy ktoś proponował mu drinka.

⁂⁂⁂


Narcyza spojrzała w lustro i ledwo stłumiła jęk grozy. Jej blade, wychudzone oblicze prezentowało się tak mizernie, że miała ochotę zakryć szklaną taflę i nigdy więcej w nią nie spoglądać. Oto do czego doprowadziło ją życie u boku takiego drania i tyrana, jakim był jej mąż. Mogłaby przeklinać za to los, spróbować uciec, chcieć się zemścić, ale przecież mimo tego wszystkiego, mimo ogromu zła jakiego doświadczyła z rąk Lucjusza, nie potrafiła przestać go kochać. Może to jej serce, albo po prostu ona sama były na to zbyt głupie? A może to jej pamięć nie pozwalała jej zapomnieć o tym, jak kiedyś było im razem cudownie. Nie potrafiła powiedzieć kiedy Lucjusz tak bardzo się zmienił, ale nie mogła też nie obwiniać siebie, za to, że wystarczająco wcześnie tego nie zauważyła i go nie powstrzymała. Teraz przyszło jej za to płacić, a co gorsza, przez nią cierpiał również jej ukochany syn. Odwróciła się od lustra, bojąc się, że gdy zobaczy łzy w swych oczach, rozsypie się doszczętnie nad swym pogruchotanym życiem. Za oknami panował niesamowity upał, a liście tropikalnych roślin nie poruszały się nawet o milimetr z braku wiatru.
Ciche pukanie do pokoju wyrwało ją z depresyjnego zamyślenia, w którym się znajdowała.
– Proszę – odpowiedziała grzecznie wstając i wygładzając suknię.
– Przyszedłem zobaczyć czy czegoś ci nie potrzeba – na obliczu Emanuella gościł niewielki, ciepły uśmiech.
Narcyza odwzajemniła go i podeszła do przyjaciela.
– Dziękuje ci, że pozwoliłeś mi tu zostać. Draco pewnie zaskoczył cię tą prośbą, zwłaszcza, że wiem, jak cenisz swoją prywatność i jak daleko przez to uciekłeś od swojego poprzedniego życia.
– Przestań Narcyzo, przecież wiesz, że ty i twój syn zawsze możecie na mnie liczyć.
– Dlaczego znów jesteś Emanuellem? Caldarmian gdzieś wyjechał?
– Tak, wybył stąd na kilka dni, a ja przed chwilą musiałem odebrać dostawę nowych składników.
– To wspaniały człowiek, bardzo się cieszę, że zgodził się nam pomóc. Nawet przyjechał do Anglii, by Draco mógł zrealizować swój plan.
– Tak. Panna Granger nie mogła się domyślić, że żyję. Jest na tyle spostrzegawcza, że mogłaby to odkryć.
– Kiedy eliksir przestanie działać? – Narcyza położyła dłonie na jego ramionach i spojrzała mu w oczy.
– Za chwilę...
– To wspaniale, bardzo się cieszę, że znów mam cię blisko. Nikt mnie nie rozumie tak dobrze jak ty - Narcyza objęła mężczyznę i ułożyła głowę na jego ramieniu.
 I już po kilku sekundach nie przytulał jej do siebie Emanuell Caldarmian, tylko jej jedyny i najlepszy przyjaciel. Severus Snape. 

⁂⁂⁂


Nora. Wspaniała, kochana, jedyna na świecie Nora. Jedno z jej ulubionych miejsc na ziemi. To tu zawsze odnajdowała spokój i poczucie bezpieczeństwa, a teraz ten dom znów posłuży jej za azyl przed całym tym złem.
– Opowiesz mi, jak to wszystko się stało? Jak uciekliście z Hogwartu? Jak... – Hermiona miała tyle pytań.
– Spokojnie Hermiono, zaraz wszystkiego się dowiesz – George uśmiechnął się pod nosem, najpewniej ciesząc się z tego, że jego przyjaciółka pomimo wszystkiego co ją spotkało, nadal pozostała sobą.
– Co z Ronem? – nie mogła się powstrzymać od zadania tego pytania.
– Dobrze. Z tego co mówią magomedycy, nic mu nie będzie.
– To wspaniale, tak się cieszę! .
George pchnął stare, drewniane drzwi, a w Hermione uderzyło ciepło i zapach karmelowych babeczek pani Weasley. Łzy napłynęły jej do oczu. To naprawdę było dla niej, jak powrót do dawnego życia.
– Już jesteśmy! – krzyknął wesoło George, wchodząc do kuchni.
– Miona!
Za nim zdążyła się zorientować, mały chłopczyk z szybkością torpedy przebiegł przez kuchnię i rzucił jej się w ramiona.
– Łobuz... – zaszlochała, szczęśliwa, że znów może tulić do siebie malucha.
Była pewna, że Draco wysłał go gdzieś z Rosą i Josephem, ale nie spodziewała się, że zastanie go u Weasleyów.
– Fajnie, że jesteś – wyznał szczerze Oscar, a Hermiona szybko otarła łzy.
Cieszyła się, że będzie miała możliwość mieć go pod swoją opieką, zdążyła bowiem go bardzo polubić.
– Hermionka! – Następna w kolejce do jej uściskania była pani Weasley.
– Na Godryka, Herm. Jesteś prawie tak blada, jak Bezgłowy Nick – przywitała ją Ginny, uśmiechając się przekornie.
Hermiona objęła mocną Rudą, szczęśliwa, że ona też tu jest. Widok przyjaciółki całej i zdrowej był niczym miód na jej serce. 
– Dalej, wejdźmy do salonu, reszta też pewnie nie może się ciebie doczekać – ponagliła ją pani Wesley.
Hermiona uśmiechnęła się lekko, czując jak Oscar łapie ją za rękę. Razem przeszli do salonu Wesleyów, który teraz wyglądał niczym szpitalna sala. Ron leżał najbliżej kominka. Miał zamknięte oczy i oddychał miarowo. Wciąż był wychudzony, ale delikatne rumieńce na jego policzkach świadczyły o tym, że jej przyjaciel dochodził do zdrowia.
Obok Rona stało łóżko, na którym leżał Kingsley. Były minister magii był wciąż bardzo słaby, jednak zdobył się na uśmiech i delikatnie uniósł dłoń w geście powitania na widok Hermiony.
Minerwa McGonagall siedziała na swoim posłaniu. Była bardzo blada i przeraźliwie chuda, jednak oczy jej zabłysnęły, gdy spostrzegła swą dawną uczennicę.
Hermiona nie mogła uwierzyć, że oni tu są. Draco ich uratował. Wszystkich!
– A teraz największa niespodzianka – szepnęła konspiracyjnie Ginny.
Hermiona jakby na komendę spojrzała w stronę schodów, na których najpierw pojawił się pan Weasley, a zaraz za nim...
Poczuła uścisk w gardle, a jej oddech i rytm serca na chwilę zamarły. To było niesamowite i nigdy by się tego nie spodziewała. Jednak nie było wątpliwości, że to co widzi nie jest jakimś omamem.
Łzy spłynęły jej po policzkach, a krótki ni to szloch, ni jęk wyrwał się z jej gardła. Nie mogła wprost uwierzyć. Zdołała jednak wyszeptać:
– Mamo... Tato...

⁂⁂⁂


Trzy tygodnie to nie zbyt długi okres czasu, jednak dla niej zdawał się wiecznością. Przywykła już do życia w Norze, choć musiała przyznać, że było ono nudne i monotonne. Rano jadła śniadanie, ściśnięta przy jednym stole ze wszystkimi obecnymi mieszkańcami domu Weasleyów.
Łobuz zawsze siadał obok niej, nieustannie zasypując ją lawiną pytań. Odpowiadała mu zawsze cierpliwie, choć serce jej się boleśnie ściskało, gdy padało to jedno, najważniejsze pytanie, to o Draco. A Oscar pytał o niego codziennie, najwyraźniej tęskniąc za nim tak bardzo, jak ona sama. 
Jej rodzice niezbyt dobrze znosili życie w domu czarodziejów. Uśmiechali się i zawsze trzymali się w jej pobliżu, ale mimo to, Hermiona miała wrażenie, że tak do końca nie wybaczyli jej tego, że za pomocą czarów odebrała im pamięć. 
Była wzruszona i zaskoczona, gdy opowiedzieli jej, jak pewnego dnia do ich Australijskiego domu zawitał młody, przystojny blondyn. Dopiero nieco później zrozumiała, że Draco osobiście po nich  pojechał, przywrócił im pamięć i szybko ukrył ich w Norze, tak jak wszystkich jej najbliższych przyjaciół przebywających wcześniej w  Hogwarcie, oraz więźniów z lochów Malfoy Manor. Nie wiedziała jaki blondyn ma plan, ale była mu niewyobrażalnie wdzięczna za to co dla niej zrobił. Wiedziała dobrze, ile tym zaryzykował.

⁂⁂⁂


Po skończonym śniadaniu, Hermiona odebrała tacę od pani Weasley i przeszła do salonu, by podać posiłek rekonwalescentom. Ron czuł się już całkiem dobrze i nawet zaczął już wstawać z łóżka i przesiadywać na kanapie. Wiedziała, że jej przyjaciel stara się nie pokazywać swego bólu, ale cieszyła się też, że wola walki i odwaga Ronalda nie została złamana przez Lucjusza Malfoya.
– Co tam dziś na śniadanie? Znów peklowana wołowina? – zagadnął ją z uśmiechem, gdy tylko weszła do salonu.
– Specjalnie pilnowałam, by dla ciebie jej nie było – oznajmiła pogodnie, podając mu talerz jajecznicy i kilka tostów.
– Dzięki Miona – odpowiedział, jednocześnie wpychając sobie do ust jedzenie.
Hermiona uśmiechnęła się lekko pod nosem, szczęśliwa, że mimo wielu zakrętów i zawirowań w jej życiu, pewne rzeczy pozostawały niezmienne.
– Pójdziemy na spacer? – zapytał Ron, gdy podeszła do niego by dolać mu herbaty.
– A czujesz się na siłach?
– Jasne! Nic mi nie jest! -zapewnił gorliwie. – Zresztą nie daleko, może na tę łączkę obok domu? Powspominamy, jak kiedyś graliśmy na niej w Qudditcha.
– Dobrze, a więc chodźmy – Hermiona wyciągnęła dłoń do przyjaciela, zadowolona, że znów będą mogli spędzić kilka chwil razem, jak za dawnych, dobrych czasów.

⁂⁂⁂

Pogoda była słoneczna, choć wiatr rozwiewał im włosy. Usiedli na wyczarowanym kocu, blisko siebie, wciąż trzymając się za ręce. Hermiona po raz pierwszy od czasu przybycia do Nory poczuła się choć trochę szczęśliwa. Strach i brak wiadomości, sprawiały, że każdy jej uśmiech był wymuszoną parodią tego, czym być powinien. Teraz jednak uśmiechnęła się szczerze. Ron żył, był tuż obok, a wszyscy jej przyjaciele byli bezpieczni. Jeśli wierzyć słowom Zabiniego, który co kilka dni wpadał do Nory na kilka minut z zaopatrzeniem, za parę dni wszystko miało się unormować, a oni mieli wrócić do swojego własnego życia. Dobrze jednak było jej ze świadomością, że Ron zawsze pozostanie jego częścią. Miała też Ginny, cudownie odzyskanych rodziców oraz Oscara. Jednak nierozstrzygniętym pytaniem pozostawało co dalej z Draco... Tak bardzo chciałaby wiedzieć jaka czeka ich przyszłość.
– Ciesze się, że tu jesteś Miona... – wyznał Ron, mocniej ściskając jej dłoń.
– I ja się cieszę – odpowiedziała, obdarowując przyjaciela uśmiechem.
– Wszystko się ułoży, zobaczysz. Tata i Kingsley już mają jakiś plan. Malfoyowie zapłacą za to co nam zrobili.
– Malfoyowie? – zapytała nieco zdziwiona. – Zgadzała się z tym, że Lucjusz Malfoy i jego zwolennicy  muszą ponieść karę za swoje chore plany dotyczące podboju świata, ale przecież Draco i Narcyza im pomogli...
– Spokojnie skarbie, oni już nic ci nie zrobią. – Weasley objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.
Hermiona pozwoliła mu na ten gest, choć wciąż była lekko rozeźlona poprzednimi słowami rudzielca.
– Zaopiekuje się tobą, obiecuję – wyszeptał, nagle pochylając się i delikatnie łapiąc jej podbródek.
Spojrzał jej głęboko w oczy, a zaraz potem złożył na jej ustach zachłanny i pełen pasji pocałunek.
Hermiona w pierwszym odruchu chciała odepchnąć od siebie przyjaciela. W jej pamięci pojawiła się jednak wizja jego wciąż świeżych ran, które mogły się odnowić, gdyby odepchnęła go zbyt gwałtownie. Dlatego postanowiła poczekać, aż Ron sam się zorientuje, że nie powinien jej pocałować. Przecież miała męża...

⁂⁂⁂

Męża, który wybrał właśnie ten dzień, moment, chwilę, by pojawić się w Norze, tylko po to, by móc znów przytulić ukochaną żonę. Męża, który stał tam i patrzył na to, jak jego nieśmiałe plany i marzenia właśnie legną w gruzach. Wiatr targał jego blond włosy i czarny płaszcz, a on odwrócił się na pięcie i zniknął przez nikogo niezauważony.  

⁂⁂⁂


PS. Kochani, żeby nie było, że znów robię z Rona wrednego idiotę - przypominam tylko, że on nie wiedział, że Hermiona może czuć coś więcej do swojego "wymuszonego" męża :)
Buźki!

niedziela, 27 września 2015

12. I - I spójrz dalej...


Przepraszam... Tylko tyle.
Nie wiem kiedy następny rozdział, mam nadzieję, że najdalej za miesiąc.
Podziękowania dla Kingi M. za szybkie betowania tekstu oraz dla Wszystkich osób, które przysłały mi życzenia urodzinowe - jesteście przemili :)
Pozdrawiam,


V.



⁂⁂⁂


Kłęby siwego dymu unosiły się w powietrzu niczym delikatna mgła, otaczająca mężczyznę siedzącego w wielkim, obszytym zieloną skórą fotelu. Palenie cygar było na wskroś mugolską rozrywką, ale odkrył, że jest o wiele ciekawsze i przyjemniejsze niż tradycyjne palenie fajki. Zresztą, kto mu zabroni? Jeśli zechce, rozkaże, by każdy czarodziej w tym kraju zaczął również je palić i nie znajdzie się nawet jeden głupek, który spróbował by się nie dostosować do jego rozkazu. Był teraz panem i władcą. Przyjemne uczucie...

Spojrzał na leżący na jego biurku ciężki, złoty medalion. Udało mu się poskładać go za pomocą magii, ale wielkiej, czarnej, ziejącej przez jego środek dziury, jaką zostawił miecz Gryffindora nie mógł usunąć. To, co żyło kiedyś w tym medalionie, zniknęło bezpowrotnie.
– Panie, szkoda, że tego nie widzisz. Twój sługa uniżony, jest tak potężny, jak kiedyś ty chciałeś być. I obiecuję ci, zniszczę szlamy i charłaków, a później zmiotę z powierzchni ziemi wszystkich mugoli, tak jak Ty to planowałeś. Czarodzieje są jedyną rasą, która powinna władać tym światem i tak będzie, już wkrótce...

Kolejny kłąb siwego dymu opuścił usta mężczyzny, gdy z lubością zaciągnął się cygarem. Szybkim ruchem dolał sobie bursztynowego płynu i zakołysał szklaneczką.

Szkoda, że w życiu nie wszystko mogło mu przychodzić z równą łatwością jak picie whisky i palenie cygar.
Rozległo się pukanie do drzwi.
– Wejść – burknął, gasząc niedopałek w srebrnej popielniczce.
– Mój panie. Handen z Działu Namiaru, zlokalizował wreszcie różdżkę pana syna. Mamy wyraźny sygnał. Pana syn użył jej dziś rano...
– Doskonale. Wyślij tam kogoś sprytnego. Na razie ma tylko ustalić z kim Draco tam jest i co robi.
– Oczywiście – sługa skłonił się i wyszedł z pokoju.
– Porażki uczą nas, jak nie popełniać drugi raz tego samego błędu. Ty synu, okazałeś się moją porażką, jednak ten błąd zostanie szybko naprawiony... – Lucjusz roześmiał się w głos, jednocześnie znów dolewając sobie whisky. Zaraz potem zapalił jeszcze jedno cygaro. Miał zamiar trochę pomyśleć o swoich planach podboju świata.


⁂⁂⁂

Zbiegła po schodach co sił w nogach, nawet nie zastanawiając się, co zrobi jeśli okaże się, że ktoś wtargnął do domu i ich zaatakował. Nie miała przy sobie różdżki, ale nic jej to nie obchodziło. Musiała go ratować, bo jeśli ktoś mu zagrażał...
Draco stał przy kuchennym blacie. Ręce miał zaciśnięte na kancie zlewu, a dookoła niego panowało istne pobojowisko. Rozbite talerze, rozlany sok i wywrócona do góry nogami patelnia w asyście na wpół ściętych jajek. Blondyn był pochylony, a cała jego postawa wskazywała na napięcie i zdenerwowanie. Coś chyba w nim pękło, skoro praktycznie zdemolował pół kuchni.
Hermiona zeszła na dół niezbyt wiedząc, co dalej zrobić. Powinna do niego podejść? A co jeśli go przestraszy? Wiedziała jednak, że nie może go tak zostawić.
– Draco? Wszystko w porządku? – zapytała cicho.
Malfoy ledwie zauważalnie drgnął, po czym powoli odwrócił się w jej stronę.
– Przepraszam, że cię obudziłem. Chciałem zrobić śniadanie, ale najwyraźniej nie wychodzi mi to bez użycia czarów – burknął, wyjmując różdżkę i sprzątając porozbijane skorupy.
–Poczekaj chwilę, tylko się przebiorę i zaraz ci pomogę – Hermiona uśmiechnęła się zachęcająco i szybko z powrotem wbiegła na górę.

⁂⁂⁂

Draco spojrzał na wchodzącą po schodach dziewczynę i zastanowił się nad tym jak to jest, że od niedawna, gdy ona tylko znikała z jego pola widzenia, zaczynał odczuwać to samo irracjonalne uczucie. To był jakiś obłęd. Czy było możliwe, że zaczynał tęsknić za samą jej obecnością. Nie rozumiał, jak mógł tak bardzo się od niej uzależnić i to w tak krótkim czasie. Cała ta sytuacja nie napawała go optymizmem. Ona była w wielkim niebezpieczeństwie, a on powinien bardziej się skupić na tym, jak ją uratować, niż nad tym co zrobić, by nie musieć się z nią rozstawać. Znów odwrócił się w stronę zlewu, na powrót zacisnął ręce i cicho przeklął pod nosem. Chyba nie miał wyboru... Zagrożenie było zbyt wielkie.

⁂⁂⁂


Wróciła do swojej sypialni i z niesmakiem spojrzała na swoją walizkę wypełnioną skąpymi ciuszkami. Wyjęła z niej czarne getry i krótki top, zabrała kosmetyczkę i poszła do łazienki. Szybko się odświeżyła, przebrała i za pomocą szczotki jakoś ujarzmiła swoje włosy. Zostało jej jeszcze jedno do zrobienia.
Eliksir... Wiedziała, że musi go zażyć. Cokolwiek by się nie działo i jak dobrze nie układałyby się jej relacje z Draco, nie mogła zajść w ciążę. To byłoby nieodpowiedzialne i bardzo niebezpieczne. Szybko połknęła zawartość szklanej fiolki i wzięła głęboki oddech. Musiała stawić czoła sytuacji, w którą sama się wplątała. Nie miała już wyboru.
Gdy zeszła na dół, Draco właśnie kończył nakrywać do stołu. Widać kryzys już minął i blondyn jednak poradził sobie z podaniem śniadania. 
– Siadaj – zachęcił ją, choć bez specjalnego entuzjazmu, a sam od razu odwrócił się w stronę blatu po dzbanek soku i talerz kanapek.
Hermiona odetchnęła głęboko i zajęła wskazane jej miejsce. Czuła, że atmosfera pomiędzy nimi stała się bardzo napięta, ale na razie nie miała pomysłu, co zrobić, by ją rozładować.
– To bardzo ładny dom... – zaczęła ostrożnie.
– Musimy tu zostać kilka dni, bo sytuacja nieco się zaogniła.
– Co się dzieje...
– Chcesz kawy? – zapytał, ignorując jej dociekliwość.
– Tak, poproszę.
Draco nalał do jej szklanki czarnego, parującego napoju i nim Hermiona zdążyła poprosić, dolał do niej nieco mleka. Zdziwiło ją to, że Malfoy zauważył jaką lubiła kawę.
– Pewnie masz dużo pytań – odezwał się nagle.
– To zależy czy masz ochotę mi na nie odpowiedzieć – powiedziała, uważnie przyglądając się wyrazowi jego twarzy.
Draco napił się kawy ze swojej filiżanki, po czym westchnął cicho i potakująco skinął głową.
Hermiona otworzyła usta, chcąc zadać tyle pytań... nie wiedziała, od czego ma zacząć...
– Eliksir... czy ktoś go pilnuje? Jutro trzeba dodać dwa kolejne składniki. – Widziała, jak na twarzy Draco pojawia się szczere zdziwienie.
– Zapomniałem, że twoje dążenie do perfekcji zawsze wygrywa z ciekawością – uśmiechnął się delikatnie – Mogłaś zapytać o wszystko, ale pierwsze o czym pomyślałaś, to czy twoje zadanie i nakład pracy, jakie w nie włożyłaś nie zostanie zaprzepaszczone, prawda? Nie martw się. Jeszcze dziś Caldarmian ma pojawić się w laboratorium i wszystkiego dopilnować. Ten eliksir musi się udać, bo wiele od tego zależy.
– To dobrze – odetchnęła i również napiła się kawy.
– Zjedź coś.
– Za chwilę. Chciałabym jeszcze zapytać...
– Najpierw śniadanie. Obiecałem, więc odpowiem na wszystkie twoje pytania, ale najpierw coś zjedź – polecił.
Hermiona już otworzyła usta, by zaprotestować, ale Draco wskazał jej talerz z kanapkami, a jego mina wskazywała na to, że nie ma co protestować. Niechętnie wzięła jedną i ostatkiem sił powstrzymała się, by nie wpakować jej w całości do ust. Musiała się dowiedzieć... Zjadła najszybciej, jak pozwoliło jej na to dobre wychowanie i spojrzała na niego wyczekująco.
Draco jadł, choć widać było, że bez wyraźnego apetytu. Jednak Hermiona nie chciała mu przerywać. I choć ciekawość nieomal ją roznosiła, resztkami sił powstrzymywała się od zadania kolejnego pytania.
–No dalej, wykrztuś to z siebie, bo wyglądasz, jakbyś za chwilę miała pęknąć – uśmiechnął się ironicznie i dolał sobie kawy.
– Ron! –wypaliła, nie mogąc wytrzymać ani chwili dłużej.
– Mówiłem ci już, że przeżyje – burknął dość oschle. 
– Ale co mu jest? To twój ojciec go uwięził? A gdzie jest teraz? Kto się nim zajmuje? –seria pytań niczym z karabinu dosłownie wystrzeliła z jej ust, a każde kolejne było przepełnione większą dozą emocji.
Draco zaśmiał się ironicznie i z dezaprobatą pokręcił głową.
– Dlaczego nie zapytasz o to, co cię najbardziej interesuje? No dalej, wykrztuś to z siebie. Najbardziej interesuje cię to, czy wiedziałem, że Weasley siedzi w naszych rodzinnych lochach, prawda?
Hermiona poczuła, jak drżą jej ręce. Chciała coś powiedzieć, jakoś zaprzeczyć, ale nie było sensu. On miał rację. Naprawdę chciała wiedzieć, czy Draco maczał palce w uwięzieniu Rona.
Blondyn wstał i sprzątnął swoje nakrycie, odstawiając je do zlewu. Powoli odwrócił się w jej stronę, oparł o kuchenny blat i popatrzył jej prosto w oczy.
– Wiesz, że widziałem, jak Potter umiera ci na rękach? Stałem na tyle blisko, by widzieć, jak patrzysz na niego, coraz bardziej świadoma tego, że to ostatnia chwila życia twojego przyjaciela...
Hermiona otworzyła lekko usta, ale nie była w stanie wypowiedzieć nawet słowa. Ból, jakie niosło za sobą to wspomnienie sprawił, że na chwilę wstrzymało jej oddech, a do oczu napłynęły łzy.
– Widziałem, jak rozpacz ogarnia każdy fragment twojego ciała. Słyszałem twój krzyk, pełen bólu i przerażenia. Rozpadałaś się na moich oczach, a ja stałem tam i zastanawiałem się czemu nie odczuwam satysfakcji. Dlaczego nie przepełniła mnie radość, skoro wreszcie stało się to, czego tyle razy sobie życzyłem?
Po policzku Hermiony spłynęła łza, ale dziewczyna nie zdobyła się nawet na to, by ją otrzeć. Draco wziął głęboki oddech i zaczął mówić dalej.
– Gdy przez kolejne kilka dni o tym myślałem, doszedłem do wniosku, że to co stało się z Potterem nie przynosi mi satysfakcji, bo bez niego, świat stał się dziwnie pusty. Nie chodzi mi tu o to, że byłby w stanie za nim zatęsknić, ale o to, że Potter był pewnego rodzaju symbolem. Stawiał opór, jednoczył ludzi i dawał im wiarę. Pomyślałem jednak, że przecież jesteś jeszcze ty i Weasley. Wy na nowo zbierzecie wszystkich i stawicie czoła szalonym planom mego ojca. Nie przewidziałem jednak, że szanowny tatuś jest na tyle sprytny, by nie powtórzyć błędów swojego pana. Nie. On postanowił działać z ukrycia. Zebrał kilku ludzi, którym za pomocą łapówek załatwił wolność.. Na ministerialnym balu z okazji zwycięstwa rzucił na Shacklebolta zaklęcie Imperiusa, a później napoił wszystkich eliksirem uległości dodanym do szampana. Nikt nie przeczuwał, co się dzieje. Nawet ty... Myślałem, że być może się zorientujesz, że z alkoholem jest coś nie tak, ale nie. Wypiłaś kieliszek jednym haustem, po czym od razu sięgnęłaś po drugi. Wiedziałem wtedy, że ojciec już wygrał. Osiągnął swój cel.
– Nie przypuszczałam... – Hermiona chciała się jakoś wytłumaczyć, ale nie umiała tego zrobić. Jej rozpacz po stracie Harry'ego była tak wielka, że nie była w stanie dostrzec oczywistych sygnałów. Lucjusz Malfoy wykorzystał jej słabość. Teraz ponosiła tego konsekwencje... i Draco również.
– Później z łatwością pozbył się tymczasowego ministra i ludzi na tyle inteligentnych, by mogli łatwo przejrzeć, co kombinuje.
– Ale dlaczego Ron? – zapytała, dopiero po chwili uświadamiając sobie głębszy sens swojego pytania.
Nie umiała zaprzeczyć temu, że uważała Rona za nieco... ograniczonego, jeśli szło o dostrzeganie pewnych oczywistych rzeczy. Nie wiedziała, czy to jego brak wyobraźni, czy nieco ograniczona inteligencja, ale nie sądziła by sam poradził sobie z przejrzeniem planów Lucjusza.
– No cóż... Weasley najwidoczniej nie lubi szampana. Poza tym nigdy nam nie ufał. Jego rodzice zawsze uważali mojego ojca za sprytnego oszusta i manipulatora, co swoją drogą jest zupełną prawdą.
– Ale jego ojciec sam nam mówił, że musimy poddać się obserwacji w Hogawarcie! – wtrąciła Hermiona.
– Kolejny Imperius. Nie zapominaj, że mój ojciec niczego nie zostawia przypadkowi.
– Rzucił na Artura zaklęcie niewybaczalne?! – Hermiona, aż podniosła się ze swojego miejsca.
– Na każdego, kto mógł mu się przeciwstawić. Być może jego więźniowie sami weszli do lochów, w których ich zamknął.
– Czyli... wiedziałeś? – zapytała cicho.
–Wiedziałem, że ich gdzieś uwięził. Nie sądziłem jednak, że zrobił to w naszym dworze. Co do Weasleya, myślałam, że ojciec go zabił.
Szczerość tych słów sprawiła, że Hermionie dosłownie opadła szczęka.
Draco powoli ruszył w jej stronę.
– Gdy wpadłem na ciebie w Hogwarcie, a ty mi napyskowałaś byłem wściekły, że miałaś na to odwagę, ale i zainteresowało mnie to, że nadal potrafisz się stawiać. Niewola i porażka cię nie zmieniły. Wciąż jesteś waleczna, mała gryfonko – Draco podszedł do niej i delikatnym gestem zatknął za jej ucho jakiś niesforny lok.
–To dlatego zdecydowałeś się na małżeństwo ze mną? – odważyła się zapytać, unosząc głowę i patrząc mu w oczy.
– Potrzebowałem twojej pomocy. Caldarmian ostrzegł mnie, że nie ma czasu samemu zrobić dla mnie eliksirów, których wymagał mój plan. Musiał mieć pomocnika, kogoś kto będzie je doglądał każdego dnia. Sam mistrz podsunął mi pomysł, by był to ktoś kogo uczył Severus.
– Ciekawe dlaczego?
– Nie wiem dlaczego, ale od razu wiedziałem i okazuje się, że miałem rację, sądząc, że ty świetnie sobie z tym poradzisz.
Blondyn objął ją i przyciągnął do siebie.
– Te eliksiry są dla twojego ojca, prawda? Chcesz wyczyścić mu pamięć i zastąpić ją nowymi... –Draco nie pozwolił jej dokończyć, przyciągając ją do siebie i namiętnie całując. Hermiona poczuła, jak nogi się pod nią uginają pod wpływem emocji i kolejnej fali pożądania, jakie przepłynęły przez jej ciało. Nim jednak zdążyła nacieszyć się jego ponowną bliskością, Draco oderwał się od niej i uśmiechnął zawadiacko.
– Umiesz jeździć na nartach?
– Eee... ja... tak, umiem, ale dlaczego pytasz? – wyjąkała, skonsternowana.
– Wkrótce się przekonasz. – zaśmiał się, obejmując ją i prowadząc w stronę schodów.
Hermiona zrozumiała, że na razie musi powstrzymać się od kolejnej serii pytań. To nic. I tak cieszyła się, że Draco się przed nią otworzył i opowiedział o swoich przeżyciach i emocjach. Ufał jej... i to na razie w zupełności jej wystarczyło.

⁂⁂⁂

Dzień był słoneczny, chodź górskie powietrze przyjemnie mroziło policzka. Okazało się, że Draco w przybudówce tuż obok domu miał schowany mugolski, profesjonalny sprzęt narciarski. Hermionę nieco to zdziwiło, ale też bardzo ucieszyło. Uwielbiała jazdę na nartach, to poczucie wolności jaką dawał przejazd po dobrze naśnieżonym stoku. Przed oczami stanęły jej sceny, gdy razem z rodzicami spędzała ferie zimowe w górskich kurortach, całymi dniami szusując i szlifując swoje narciarskie umiejętności. Szybko jednak przekonała się, że nie tylko ona umiała i lubiła jeździć na nartach. Draco radził sobie bowiem doskonale, a na dodatek bardzo dobrze znał okoliczne szlaki, po których mogli jeździć bez tłumu zbędnych turystów. Popołudnie więc należało do bardzo udanych i beztroskich. Było tak miło, że Hermiona nawet na pewien czas zapomniała o czyhającym na nich niebezpieczeństwie. Wrócili do domu lekko zmęczeni, ale zadowoleni i w dobrych humorach. Żadne z nich nie wracało do tego, co wydarzyło się pomiędzy nimi poprzedniej nocy, ale obydwoje cieszyli się, że atmosfera nie była napięta. Co więcej, każde z nich myślało cicho o tym, czy ta sytuacją być może mogłaby się powtórzyć...

⁂⁂⁂

Po pysznym obiedzie, który wspólnie przygotowali, postanowili otworzyć butelkę wina, rozpalić ogień w kominku i usiąść na kanapie, by trochę się zrelaksować. Nie mieli siły rozmawiać, ale ich wzajemne towarzystwo w zupełności wystarczało. I choć oboje wiedzieli, że chwile te są ulotne i wkrótce nadejdzie ich kres, to zdawali się cieszyć każdą wspólnie spędzoną minutą. Hermiona oparła się wygodnie, a Draco ułożył się tak, by móc trzymać głowę na jej kolanach. Oboje byli pogrążeni we własnych myślach. Pierwsza złamała się Hermiona. Widziała w jego pięknych, stalowych oczach, jak daleko od tego miejsca są jego myśli.
– O czym tak rozmyślasz? – zapytała cicho.
– O przyszłości – odpowiedział szczerze.
– Czy my w ogóle mamy jakąś... – Była nieświadoma tego, że wypowiada to na głos.
– Ty na pewno – Draco spojrzał jej prosto w oczy, by móc przekonać ją, że mówi prawdę.
– Nawet nie wiem... co... jak... – zawahała się.
– Po prostu, Hermiono. Wszystko się skończy, a ty będziesz mogła ułożyć sobie życie, tak jak zawsze o tym marzyłaś. 
– Od dawna nie marzyłam – przyznała szczerze – Nie miałam na to odwagi. 
– To teraz musisz znaleźć w sobie tę odwagę – Draco uśmiechnął się zawadiacko i podniósł się z jej kolan. 
– Mam coś dla Ciebie – wyjaśnił, widząc jej lekko zdziwioną minę. 
Podszedł do wiszącej przy drzwiach kurtki i coś z niej wyjął. Hermiona nie widziała co to było, bo przedmiot był tak mały, że blondyn ukrył go w dłoni.
Draco znów usiadł obok niej na kanapie i wyjął swoją różdżkę, po czym rzucił zaklęcie powiększające. Oczom Hermiony ukazało się podłużne pudełko, które idealnie nadawało się do tego, by ukryć w nim...
– Czy to jest... – zapytała zszokowana.
– Otwórz i sama zobacz – Draco z uśmiechem podał jej pudełko.
Dziewczyna szybko je otworzyła i wyjęła z niego przedmiot, za którym tęskniła równie mocno, jak za niektórymi przyjaciółmi.
– Skąd ją masz? 
– Ukradłem z sejfu ojca – wyznał szczerze.
Hermiona znów poczuła w palcach to cudowne mrowienie, które towarzyszyło jej zawsze, gdy tylko sięgała po swoją różdżkę. Była zaskoczona i wzruszona tym, że Draco naraził się tylko po to, by ją dla niej zdobyć. 
– A co jeśli będziesz miał przez to kłopoty? – Musiała o to zapytać. Strach o niego zagościł już na stałe w jej świadomości i sercu. 
– Życie bez kłopotów byłoby strasznie nudne – zażartował, opierając się wygodnie na kanapie i zakładając ręce za głowę. 
Hermiona chwilę mu się przyglądała, po czym z nutką żalu odłożyła różdżkę do pudełka i ostawiła je na stojący obok kanapy niewielki stoliczek. Wahała się przez chwilę, ale nie mogła się powstrzymać. Pochyliła się i delikatnie musnęła jego usta. 
– Dziękuję – wyszeptała. – Tylko tyle i aż tyle mogła w tej chwili mu powiedzieć.
Draco westchnął tęsknie i uniósł się lekko, by móc znów ją pocałować, tym razem namiętnie i głęboko. 
Potrzebowali tego. Chwila ucieczki. Łyk zapomnienia. Radość z bliskości i uczucie. Niespodziewane, ale prawdziwe i szczere.
Chwilę później ich namiętne pocałunki zmieniły się w gorączkowe zrywanie z siebie ubrań. Draco szybkim ruchem przeniósł ich na skórę niedźwiedzia, leżącą przy kominku, w którym płonął ogień. Za oknem prószył śnieg, czerwone wino w kieliszkach odbijało światło płomieni, a oni znów byli razem, tworząc jedność, sprawiając, że ich serca biły zgodnym rytmem, tak samo intensywnym jak ten, w którym spotykały się ich nagie ciała.

⁂⁂⁂

Hermiona nie wiedziała, kiedy zasnęła kołysana ciepłem i spokojnym oddechem ukochanego. Przespała kilka godzin, bez koszmarów i strachu. W jego ramionach wreszcie znalazła bezpieczeństwo. Gdy się obudziła, za oknem panował gęsty mrok, a jedynym światłem w pokoju, był nadal płonący w kominku ogień. Wciąż leżeli na ziemi, okryci jedynie niewielkim prześcieradłem, jakie Draco przywołał za pomocą zaklęcia. Na razie nie chciała się ruszać, wstać i iść dalej. Liczyła się tylko ta chwila i bardzo chciała, by trwała, jak najdłużej. Jeszcze trochę, jeszcze nie czas na powrót do strasznej rzeczywistości. 
Jednak jak to często w życiu bywa, rzeczywistość sama ich dopadła z głośnym hukiem i brzękiem tłuczonego szkła, który dobiegł do nich z piętra.
Draco zareagował natychmiast. Zerwał się na równe nogi z różdżką w dłoni. Hermionie chwile dłużej zajęło wyplątanie się z prześcieradła i sięgnięcie do pudełka po magiczny atrybut. Malfoy szybko rzucił zaklęcie ubierające na siebie i swoją żonę, po czym gotów do walki skierował się w stronę schodów. Hermiona pewnym krokiem ruszyła za nim.
– Zostań tu, ja sprawdzę, co się dzieje. – nakazał jej ostrym tonem.
– Mowy nie ma! – Hermiona nie miała zamiaru zostawiać go samego.
Ostrożnie weszli na górę, cały czas trzymając różdżki w gotowości. Na piętrze dobiegło ich przeraźliwe zimno i złowrogie zawodzenie wiatru, dużo lepiej słyszalne niż to, które słyszeli na dole. Odgłosy te wyraźnie dobiegały z sypialni, którą zajęła Hermiona. 
Draco podszedł do drzwi i powoli je otworzył. Zajrzał do środka i zaklął głośno. Dopiero w tej chwili otworzył szerzej drzwi. Hermiona zajrzała do pokoju i przerażona przyłożyła dłoń do ust.
Na środku jej łóżka leżał wielki konar drzewa, z połamanymi gałęziami. Okno było wybite, a wszędzie dookoła walały się kawałki szkła i połamanego drewna. 
Gdyby spędziła te noc w swojej sypialni, najpewniej zginęłaby pod ciężarem złamanego drzewa.
– O mój Boże... – wyszeptała, zupełnie jak większość mugoli w obliczu czego strasznego.
– Dowiedzieli się o tym miejscu. A myślałem, że mamy jeszcze trochę czasu... – Draco ukrył twarz w dłoniach i westchnął ciężko.
– Przyjdą tu po nas? – zapytała, chcąc zachować spokój i nie pokazując, jak bardzo jest przerażona.
Draco szybkim krokiem podszedł do niej i złapał ją za ramiona.
– Posłuchaj mnie uważnie, Hermiono. Nic ci nie grozi. Mamy kryjówkę, w której będziesz bezpieczna do czasu, aż to wszystko się skończy, tylko musisz mnie słuchać i robić to, co ci każę. Rozumiesz?
– Tak – odpowiedziała, walcząc ze łzami.
Blondyn pochylił się i pocałował delikatnie w usta. 
– Wszystko będzie dobrze – zapewnił ją, łapiąc jej dłoń i wyciągając ją z pokoju. 
Nie mieli czasu do stracenia, musieli wracać do domu, a później dalej walczyć o przetrwanie i lepsze jutro.

⁂⁂⁂

– Dlaczego ja? Dlaczego właśnie ja? – Ile razy pytała o to samą siebie, w czasie bezsennych nocy, i przepłakanych w poduszkę chwil, gdy nie było nikogo poza nią i jej gorzką rozpaczą? Dlaczego właśnie teraz? Teraz, gdy nadeszła nadzieja, że wszystko jakoś się ułoży, wszystkie złe chwilę przeminą, a na niebo choć na chwilę wyjrzy słońce. Dlaczego znów wszystko musiało zostać zniszczone, a jej racjonalne i poukładane życie, znów miało stać się rozsypką z okruchów łez i ciągłego bólu? Czasem myślała o tym, że jest w jakiś sposób przeklęta. Może urodziła się już z przeznaczeniem, by nieść nieszczęście sobie i innym? I choć w swoim życiu zwykle kierowała się inteligencją i chłodną logiką, wiedziała jednak doskonale, że w świecie magii wszystko jest możliwe... i możliwe, że to ona była powodem nieszczęścia, jakie spotykało wszystkich bliskich jej ludzi. Nawet jego.
Nigdy nie polubiła tego pokoju. Jedynym jego elementem, który budził w niej choć cząstkę sympatii było okno, to samo przy którym teraz stała i próbowała zapanować nad swoimi myślami i uczuciami.
Wiedziała, że zaraz po nią przyjdzie i wiedziała, czego będzie od niej chciał, ale nie potrafiła wymyślić argumentów, jak go przed tym powstrzymać. Przecież miał rację... i choć w głębi ducha już się z tym pogodziła, to za nic by mu jej głośno nie przyznała. Od początku tak było i chyba już zawsze będzie, że zgoda była czymś, co w ich relacji nie mogło zapanować.
Wzięła głęboki oddech, przygotowana na to, co miało się stać. Słyszała jego szybkie kroki, a oczyma wyobraźni widziała, jak wbiega po schodach i idzie wprost do jej komnaty. Drzwi się otworzyły, a ona mogła bez pomyłki przewidzieć, co będzie się działo dalej...
– Musisz uciekać. Już czas.
Słowa, których się spodziewała, ale które i tak nią wstrząsnęły. Niby proste, ale jak wielkie miały dla niej znaczenie. Odwróciła się w jego stronę i spojrzała mu głęboko w oczy.
– Nie – padła jej krótka odpowiedź.
– Hermiona, on może zrobić ci krzywdę. Musisz uciekać! Samochód już czeka pod domem.
Wydawało jej się, czy słyszała panikę w jego głosie? Zawsze myślała, że okrucieństwa wojny zahartowały go na tyle, by wciąż zachowywał ten swój niezachwiany spokój.
– Zostanę tutaj. Nie będę się przed nim ukrywała!
A on nie wahał się dłużej, tylko podszedł do niej i złapał ją w swoje ramiona, niemal od razu wyciskając na jej ustach desperacki, pełen pasji i uczucia pocałunek.
– Musisz uciekać, musisz się ukryć, musisz to przetrwać. Musisz to dla mnie zrobić. Nie będę miał, o co walczyć, jeśli tobie coś się stanie. Musisz zrobić to, o co cię proszę... Proszę! – szeptał.
Patrzyła w jego oczy i nie mogła uwierzyć, że może w nich dostrzec, aż tyle uczuć. To było cudowne odkrycie, jednak świadomość tego, że dostrzegała to dopiero teraz, była niezwykle bolesna.
Nie potrafiła wydobyć z siebie głosu, więc jedynie skinęła na znak zgody. On zdaje się tylko na to czekał. Złapał ją za dłoń i w mgnieniu oka wyciągnął z pokoju. Razem zbiegli po schodach, a wszystko działo się tak szybko, jakby gonił ich sam diabeł.

⁂⁂⁂

Czarny samochód czekał zaparkowany pod domem, a za kierownicą siedział ktoś, kogo Hermiona zupełnie, by się tam nie spodziewała.
– Zabierz ją do umówionego miejsca, tam ten świr jej nie znajdzie. – Poprosił, otwierając drzwi, by pomóc jej wsiąść.
– Zaczekaj! Ja.. nie... – Nie wiedziała, co chce mu powiedzieć, ani jak ma to zrobić, ale on wiedział za nich oboje.
Pocałował ją, po raz kolejny, czule, ale z wyczuwalną nutką rozpaczy. Hermiona w tej chwili była pewna, że zapamięta ten pocałunek do końca życia.
– Zobaczymy się, jak to wszystko się skończy. Obiecuje! – wyszeptał, praktycznie wpychając ją do samochodu i zatrzaskując drzwi. Doskonale wiedział, że tylko ucieczka może ją uratować od realizacji szalonego planu Lucjusza Malfoy'a.
Obydwoje położyli swe dłonie na szybie, jakby sama świadomość dzielącej ich bariery, była nie do zniesienia. Patrzyli sobie w oczy. Jej były pełne łez, jego jak ze stali, choć w tej chwili sam miał ochotę krzyczeć i płakać. Jednak musiał być teraz silny. Dla niej, dla nich.
Wojna wbrew pozorom jeszcze się nie skończyła.

⁂⁂⁂

Samochód ruszył, a Hermiona nie potrafiła powstrzymać łkania. Miała wrażenie, że właśnie traci bezpowrotnie coś bardzo cennego, czego w jej życiu od zawsze brakowało. Prawdziwą miłość. To wszystko przez Lucjusza Malfoy'a! Wszystko przez niego! Jakże ona go teraz nienawidziła...! Łzy płynęły po jej policzkach, spływając dalej i rozbijając się o piękny rubin, który zdobił jej kolię. Tę samą, którą on podarował jej w dniu ich ślubu...